maja 24, 2018

Musicie przeczytać tę książkę, choć… Będzie bolało!

Musicie przeczytać tę książkę, choć… Będzie bolało!



Już 6 czerwca do księgarń trafi książka Adama Kaya „Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza”. To głośny i obrazoburczy brytyjski bestseller, który natychmiast po premierze trafił na pierwsze miejsce listy najlepiej sprzedających się książek „Sunday Timesa”; przez długie tygodnie utrzymywał się na szczycie sprzedażowych zestawień, a niedawno – po reedycji w miękkiej oprawie – na nie powrócił. Książka została bardzo dobrze przyjęta przez krytyków; jej entuzjastyczne recenzje pojawiły się na łamach takich tytułów prasowych jak „The Times”, „Financial Times”, „The Scotsman”, „The Guardian”, „Independent”, „Sun”, „The Daily Express” i wielu innych. Zdobyła nagrody Blackwell’s Debut Book of the Year 2017, Sunday Times Humour Book of the Year, i Books Are My Bag Readers Awards. Dziennik Kaya został też nominowany w kategorii najlepsza książka literatury faktu w konkursie British Book Awards 2018 i znalazł się w wielu zestawieniach najlepszych książek roku 2017 publikowanych na łamach opiniotwórczych brytyjskich tytułów.

„Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza” Adama Kaya to zapiski autora, który w latach 2004–2010 pracował jako młody lekarz w państwowych szpitalach brytyjskiej służby zdrowia (NHS). Pracując jako ginekolog, położnik i chirurg, w swojej karierze Kay zetknął się z wieloma osobliwymi, przerażającymi, komicznymi i bardzo często trudnymi do wyobrażenia przypadkami i sytuacjami; opisuje je z właściwym sobie poczuciem humoru i dystansem (Kay jest także komikiem, stand-uperem, prezenterem radiowym oraz autorem scenariuszy filmowych i telewizyjnych). Książka Kaya od pierwszych stron wciąga i rozśmiesza: z jednej strony przezabawną narracją, z drugiej – zdarzeniami z jego dyżurów, które nie przyszłyby do głowy nawet najzdolniejszym autorom scenariuszy komedii z gatunku czarnego humoru. Wkrótce jednak okazuje się, że śmiech czytelnika – nieunikniony efekt lektury „Będzie bolało” – jest tak naprawdę śmiechem przez łzy.

Książka Kaya, choć zabawna, jest także niezwykle gorzką diagnozą brytyjskiej służby zdrowia. To poruszająca, a miejscami wzruszająca opowieść o zbyt długiej pracy, kiepskiej płacy, dramatycznych brakach kadrowych (zarówno w sensie ilościowym, jak i jakościowym) i wszechobecnym chaosie. Przyczyną tego wszystkiego, dowodzi Kay, jest niedofinansowanie publicznej służby zdrowia, które w długofalowej perspektywie zagraża zdrowiu i życiu pacjentów.

Kay postanowił wydobyć na światło swoje stare dzienniki i napisać „Będzie bolało” po tym, jak w 2016 roku młodzi lekarze oprotestowali pomysł likwidacji dodatku płacowego za pracę w weekendy dla pracowników publicznej służby zdrowia. Uznał, że młodzi lekarze są oczerniani przez rząd i prasę. Brzmi znajomo? Okazuje się, że istnieje wiele podobieństw między brytyjską i polską służbą zdrowia; niestety, dotyczą one głównie mankamentów i nieprawidłowości, a także traktowania „po macoszemu” przez kolejne rządy i polityków.

Istnieje jeszcze jedno przesłanie książki Kaya: kobiety i mężczyźni w białych fartuchach są także ludźmi, i my, społeczeństwo, powinniśmy zacząć traktować ich w ten sposób. „Lekarze to istoty ludzkie, popełniają błędy, chorują, smucą się i wpadają w złość – tłumaczy Kay. – Cieszyłbym się, gdyby ta książka pomogła czytelnikom zrozumieć, na czym polega ta praca. Po prostu pamiętajcie, że lekarz to ktoś, kto też ma swój dom, swoich bliskich, swoje życie. Aha, i jeszcze jedno. Na miłość boską, trzymajcie się z dala od słupów ulicznych lamp”. To ostatnie zdanie nawiązuje do jednej z wielu drastycznych sytuacji, z jakimi miał do czynienia Kay podczas swojej sześcioletniej kariery lekarskiej. Przeczytacie o niej (ze szczegółami) w książce „Będzie bolało”, z której dowiecie się także, co sprawiło, że jej autor odszedł z zawodu; nie były to bynajmniej powody finansowe czy polityczne. Przeczytajcie tę książkę, naprawdę warto.

 Przeczytaj obszerny fragment książki: http://bit.ly/czytaj-bedziebloalo
 Zamów książkę: http://bit.ly/bedziebolalo

maja 23, 2018

Ostatni Namsara - Kristen Ciccarelli

Ostatni Namsara - Kristen Ciccarelli
Przekonanie mnie do lektury książki z gatunku fantasty, nigdy nie było trudne. Wystarczy mi intrygujący opis, czy rekomendacja innych blogerów, a także ciekawa okładka i już jestem kupiona ;) Tak było w przypadku książki Ostatni Namsara. Kiedy tylko dostrzegłam ją w zapowiedziach wydawnictwa IUVI wiedziałam, że powieść muszę przeczytać i to szybko. I nawet jeśli sterta innych pozycji literackich czekałaby na ogarnięcie, za taką nowość zabieram się w tempie natychmiastowym. Dziś piszę dla was recenzję dzieła Kristen Ciccarelli z uśmiechem na ustach. Ostatni Namsara to naprawdę rewelacyjna lektura. 


 Na początku był Namsara. Była też i Iskari. Pierwszy wzbudzał tylko dobro i miłość, natomiast druga śmierć i trwogę. Takie legendy słyszała jako dziecko Asha, córka króla Firgaardu. Chłonęła je niczym gąbka, z zapartym tchem łowiła każde słowo płynące z tych opowieści. Potem sama stała się pogromcą smoków, kolejną iskari. Dziewczyna jest twarda, nieustępliwa i nie boi się niczego. No chyba, że małżeństwa z komendantem, który zna naturę naszej bohaterki. Pewnego dnia Asha otrzymuje szansę... Nie będzie musiała wychodzić za komendanta, jeśli wykona zadanie. Musi pokonać najpotężniejszego smoka w królestwie, a ma na to tylko siedem dni. Czy da radę? 

Jestem zakochana na zabój, urzeczona i uwiedziona okładką książki. Według mnie wygląda genialnie, a identyczne zdanie na temat obwoluty, ma wiele moich znajomych. Trzeba przyznać, że książki wydawnictwa IUVI są tak dopracowane technicznie, że dosłownie nie ma się do czego przyczepić. W tym przypadku osiągnęli mistrzostwo. Pozycja wygląda na półce idealnie. Aż chce się czytać ;) Oczywiście poza okładką mamy także wartościową treść. Ostatni Namsara otwiera cykl Iskari. To tom pierwszy, więc już przebieram nóżkami z niecierpliwości i czekam na zapowiedź kolejnej części. Czy było warto? Tak, tak i jeszcze raz tak! Jestem fanką fantastyki, więc od nowej książki wymagam efektu "wow", a coś takiego tutaj otrzymałam. 

W książce mamy narrację trzecioosobową, więc możemy spojrzeć na całą sytuację z dystansem, bez idealizowania konkretnych osobowości. To lubię, a jeszcze bardziej właśnie w powieściach typu fantasy. Autorka posługuje się językiem prostym. Jest w stanie zaciekawić czytelnika już od pierwszych stron, zgrabnie tworzy akcję. Moim zdaniem miała ciekawy, oryginalny pomysł na niniejszą opowieść, chociaż w wielu książkach przewijają się smoki, królowie, miłość itp. Jednak w powieści Ostatni Namsara wszystko to zaprezentowano w całkiem inny sposób. Nie miałam i nadal nie mam bladego pojęcia jak zakończy się przedstawiona tutaj historia. Autorka pozostawiła jeszcze sporo zagadek i tajemnic, więc jestem przekonana, że drugi tom też wciągnie mnie na całego.

Jeśli chodzi o bohaterów, to główna, czyli Asha jakoś niespecjalnie trafiła do mojego serducha. Ma być niby twarda i nieustępliwa, siać postrach i zniszczenie, a tak naprawdę zachowuje się raczej mało groźnie ;) Wątek miłosny też niespecjalnie mnie porwał, więc mam ogromną nadzieję na to, że w tomie drugim wszystko zostanie rozwinięte nieco lepiej. Podsumowując, książka Ostatni Namsara pomimo tych maleńkich niedociągnięć, przypadła mi do gustu i mogę wam ją polecić z czystym sumieniem. Jeśli lubicie takie bajkowe opowieści, chcecie chociaż na chwilę oderwać się od codzienności, nowość od wydawnictwa IUVI, będzie w tym przypadku idealną propozycją. 

                                                                                             

 Znalezione obrazy dla zapytania ostatni namsara

Tytuł: Ostatni Namsara
Cykl/Seria: Iskari #1
Autor: Kristen Ciccarelli
Wydawnictwo: IUVI
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 416
Cena okładkowa: 34.90 zł
Premiera: 09.05.2018


Znalezione obrazy dla zapytania iuvi

maja 21, 2018

W cieniu paproci - Anika Stelmasik

W cieniu paproci - Anika Stelmasik
Chyba zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Nigdy wcześniej do lektury danej książki, nie zachęciło mnie imię lub nazwisko autorki! I może kompletnie zwariowałam, że taki drobiazg biorę pod uwagę, że imię twórcy decyduje o tym, czy dzieło przeczytać lub nie, ale w przypadku powieści W cieniu paproci, taka sytuacja miała u mnie miejsce. Anika... brzmi przepięknie! Idąc dalej, bardzo spodobała mi się okładka książki, która idealnie wprowadziła mnie w klimat powieści. Uwielbiam takie oprawy, mające jednak w sobie pewną tajemnicę, a nie zdradzające wiele na samym początku. A jak jest z treścią? Czytajcie dalej, a dowiecie się prawie wszystkiego. 


Samotność jest okropna o czym wie doskonale jeden z bohaterów, Adam. Mężczyzna mieszka na najwyższym piętrze jednej z kamienic. Tam, w zaciszu własnych czterech kątów maluje. Adam zrezygnował z kontaktów z resztą świata. Jednym "łącznikiem", jest przemiły pan listonosz Wacław. Nasz bohater nie był od zawsze tak wyizolowany. Przed wypadkiem potrafił cieszyć się życiem, podróżował, ale teraz, kiedy jest skazany na wózek inwalidzki, jedyną radość potrafi czerpać z tworzenia obrazów. Pewnego dnia do mieszkania Adama wkracza przebojowa nastolatka Niki. Dziewczyna wymienia w mieszkaniu żarówki i jednocześnie rozpoczyna przyjaźń z Adamem. Nie tak szybko, ale stopniowo, ta dwójka znajdzie wspólny język.
Na kartach książki poznajemy także Marię, dojrzałą kobietę, która mieszka z matką. Marysia ciągle rozpamiętuje dawną miłość do Jana. Nie potrafi się otrząsnąć i zrozumieć, że to co było, nigdy już nie powróci. Jest bardzo samotna i tak jak Adam, odizolowana od reszty świata. Może i pracuje i ma kontakt z ludźmi, ale po powrocie do domu nie umie znaleźć sobie miejsca. I tak Adam i Maria widzą siebie w oknach kamienicy, ale żadne z nich nie potrafi rozwiązać swoich problemów. Czy utracili szczęście już na zawsze? 

 W cieniu paproci to debiut Aniki Stelmasik. Jak sami doskonale wiecie, z debiutami bywa różnie. Jedne porywają już od pierwszych stron, a inne męczą do ostatniej kartki: o ile jest się w stanie tam dobrnąć. W cieniu paproci z pewnością należy do pierwszej grupy. Powieść niesamowicie wciąga, chociaż to nie żadna książka fantasy, a normalna obyczajówka. Raczej dla kobiet. No chyba, że faceci lubią takie lektury ;)
Niemniej, tak lekka i przyjemna w odbiorze powieść, ma w sobie sens i przesłanie. Obrazuje nam problemy współczesnych ludzi, normalnych, takich jak ja i ty. Nie ma tutaj zbyt wymyślnych historii, więc otrzymujemy możliwość utożsamiania się z bohaterami, jesteśmy w stanie dokładnie zrozumieć ich rozterki i wątpliwości. Podobna sytuacja mogłaby przecież rozegrać się w naszej rodzinie, naszym życiu, prawda? My kobiety lubimy takie prawdziwe opowieści.

A jak jest z bohaterami? Muszę przyznać, że nie spodziewałam się spotkać tak wspaniałych postaci. Z miejsca podbili moje serducho. Anika Stelmasik w sposób idealny, bez zbędnego kombinowania i wypełniania na siłę całej opowieści ogromem pobocznych wątków, funduje nam prawdziwych, dających się lubić, a przede wszystkim normalnych bohaterów. Adam to mężczyzna, który między innymi, przez swą niepełnosprawność, zamknął się w jakiejś skorupie przed ludźmi i nie dopuszcza do siebie przez długi czas dosłownie nikogo. Dopiero młodziutka Nika wywołała na ustach naszego bohatera nieśmiały uśmiech. Sama też ma mnóstwo problemów, chociaż jest nastolatką. Natomiast Marysia, to bardzo tajemnicza postać. Jakoś nie potrafiłam jej rozgryźć, ale na szczęście polubiłam, a to chyba najważniejsze. Kluczową rolę w całej powieści odgrywa paproć... Nie chcę wam wszystkiego zdradzać, więc w tym miejscu muszę się zatrzymać ;)

W cieniu paproci Aniki Stelmasik, to książka pełna ciepła, miłości i chęci znalezienia szczęścia. Wszak każdy z nas ma prawo do życia bez smutku. Niestety nie wszyscy mogą tak funkcjonować. Często los bywa okrutny i przewrotny. W powieści Aniki Stelmasik będzie sporo takich momentów, gdzie łzy potoczą się po policzkach nie tylko fikcyjnego bohatera, ale i wiernego czytelnika. Powieść W cieniu paproci wypełnia też ból, tęsknota, miłość i prawda. A w tym wszystkim pozostawiono wspaniałych bohaterów, którzy muszą sobie jakoś poradzić. Czy wreszcie będą szczęśliwi? Czy otworzą się na to, co nieznane? Przekonajcie się sami!

                                                                                         


Autor: Anika Stelmasik
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 560
Cena okładkowa: 37.90 zł
Premiera: 27.04.2018    

 

maja 20, 2018

Zrób sobie komiks - Piotr Kasiński, Robert Trojanowski

Zrób sobie komiks - Piotr Kasiński, Robert Trojanowski
W dobie internetu, smartfonów i innych elektronicznych gadżetów, dzieci nie mają chyba nawet czasu na poczytywanie komiksów. Pamiętam swoje szczenięce lata, kiedy z zachwytem zaczytywałam się w przygodach Asterixa i Obelixa. Uwielbiałam i nadal lubię tych bohaterów. Teraz młodzi wolą poklikać ze znajomymi, obejrzeć jakiś film, a nie cieszyć się z możliwości poznania kolejnego komiksu. 
Osobiście nie mam w domu zbyt wiele książeczek tego typu, ale coś się tam znajdzie. Wyobraźcie sobie, że po wielu, wielu latach, nadal powracam do obrazkowych historyjek. Pozycje literackie tego typu bardzo mnie relaksują. Dziś natomiast, chciałam wam pokazać książkę, która stwarza nam możliwość przygotowania swojego komiksu!


Opowieści obrazkowe ciągle gdzieś nam towarzyszą. To genialny sposób na określenie, pokazanie siebie, swoich emocji, lecz nie tylko. Samo słowo pisane nie zawsze przynosi odpowiedni skutek. Jakoś ciągle nie potrafię wyobrazić sobie świata bez komiksów ;) Na szczęście są i mają się dobrze. Książka Zrób sobie komiks autorstwa Piotra Kasińskiego i Roberta Trojanowskiego, pozwoli wam poznać świat obrazków od podszewki. To pierwsza taka pozycja na naszym rynku wydawniczym, a przynajmniej dla mnie. Zawsze musiałam tylko oglądać, teraz mogę sama coś potworzyć. I od razu zaznaczam, nie musicie być obdarzeni wielkim talentem. Liczy się przecież dobra zabawa!

Książka została podzielona na kilka części, m.in. historię komiksu, podstawy języka komiksu, jak stworzyć bohatera komiksu, jak rysować emocje itd. Jest tutaj mnóstwo miejsca na własne gryzmolenie. Autorzy zachęcają nas non stop do podjęcia próby samodzielnego rysowania, bawienia się komiksem. Nie musimy sztywno trzymać się zasad. Ja nawet nie wypełniałam książki po kolei. Można? Jak najbardziej! Dlatego warto mieć swój egzemplarz, a nie wypożyczać z biblioteki. Pani bibliotekarka potem mogłaby na was krzywo patrzeć, a nawet przyznać karę ;)

 "Oprowadzać" nas po książce będzie trzech bohaterów: Bobik, Robi i Pik. To sympatyczne osobistości, które stopniowo odkrywają przed odbiorcą świat komiksów. Tak więc jeśli lubicie rysować, chcecie się odstresować, albo po prostu pragniecie mieć taką pozycję w swojej biblioteczce, to gorąco polecam wam książeczkę Zrób sobie komiks. Przygotujcie tylko coś do bazgrania, rozluźnijcie się, postawcie obok kubek kawy lub herbaty i do dzieła! Doskonała zabawa gwarantowana!

                                                                                              

Znalezione obrazy dla zapytania zrób sobie komiks

Tytuł: Zrób sobie komiks
Autor: Piotr Kasiński, Robert Trojanowski
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Oprawa: miękka
Liczba stron: 240
Cena okładkowa: 29.90 zł
Premiera: 07.05.2018


Znalezione obrazy dla zapytania znak emotikon

maja 17, 2018

Made in Italy - Marino Marini, Davide Oldani

Made in Italy - Marino Marini, Davide Oldani
To moja druga książka kucharska od wydawnictwa Jedność. Muszę przyznać, że mają w swej ofercie prawdziwe perełki, jeśli chodzi o pozycje literackie, które pozwalają nam odkrywać gastronomię. Oczywiście nie tylko naszą, bo i od czasu do czasu warto sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa i troszkę poeksperymentować w kuchni. Ja nie jestem jakąś mistrzynią pieczenia i gotowania. Często samodzielnie dochodzę do przygotowania idealnego dania. Tak łatwo się nie poddaję ;) Warto jednak mieć pod ręką książkę, która troszkę ułatwia sprawę i staje się prawdziwą skarbnicą różnorodnych przepisów. I takie właśnie jest dzieło pt. Made in Italy


Włochy są, póki co, przeze mnie nieodkryte. Nie wiem kiedy i czy w ogóle się tam pojawię, niemniej marzyć każdy może. Taką podróżą bez ruszania się z własnych czterech kątów, jest dla mnie przygotowywanie włoskich potraw. Włoska sztuka kulinarna wcale taka prosta nie jest o czym przekonałam się już kilka razy. Włochy to nie tylko makaron i pizza. To także bogactwo boskich słodkości i soczystego mięsa. Myślę, że każdy z tej kuchni wybierze coś dla siebie. Ja swoją przygodę z jedzeniem włoskim rozpoczęłam od nauki robienia idealnego makaronu. W tym celu sięgnęłam po książkę Made in Italy, która naprawdę mi pomogła. Potem była pizza, dalej zupy, słodkości. 

Made in Italy została podzielona na regiony. W ten sposób poznajemy poszczególne obszary Włoch i tym samym odkrywamy dania, które charakteryzują daną część kraju. Moim zdaniem to świetne rozwiązanie. Książka staje się przejrzysta i czytelna. Jednocześnie mamy okazję poznać sporo ciekawostek na temat Włoch. To również unikalna forma prezentacji przepisów. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim dodatkiem w książkach kucharskich. A mówiłam, że pozycje literackie od wydawnictwa Jedność są wyjątkowe? 

Książka zawiera ponad 150 przepisów. Wydawca zamieścił w niej sporo przepięknych fotografii, które zachęcają do samodzielnego pichcenia. Samo wykonanie dzieła zasługuje na uznanie. Książka prezentuje się nienagannie, będzie też wspaniałym prezentem dla osoby, która dopiero rozpoczyna swą przygodę z kucharzeniem, ale także jest miłośnikiem włoskich smakołyków. Przepisy nie są zbyt skomplikowane, więc początkujący mogą tutaj śmiało zaglądać. Przykładem jestem ja! Z Made in Italy potrafię przygotować wyśmienite posiłki :) 

                                                                                   

Znalezione obrazy dla zapytania made in italy książka

Tytuł: Made in Italy
Autor: Marino Marini, Davide Oldani
Wydawnictwo: Jedność
Oprawa: twarda
Liczba stron: 256
Cena okładkowa: 36 zł

Znalezione obrazy dla zapytania jedność wydawnictwo

maja 16, 2018

Opuszczone miasto - Ben H. Winters [premierowo]

Opuszczone miasto - Ben H. Winters [premierowo]
Chyba w październiku ubiegłego roku, miałam okazję poznać Ostatniego policjanta, książkę autorstwa Bena H. Wintersa, która została uhonorowana nagrodą im. Edgara Allana Poe w kategorii najlepszy kryminał 2013. Jakież wielkie było moje szczęście w momencie, gdy tom drugi cyklu, czyli Opuszczone miasto, trafił wreszcie w moje ręce. Mało tego, na długo przed oficjalną premierą powieści, więc radość sięgnęła zenitu. W dniu dzisiejszym, na półkach w księgarniach, możecie już szukać Opuszczone miasto. Zanim jednak wybierzecie się na książkowe zakupy, zapoznajcie się z moją recenzją nowości od wydawnictwa RM. 


To, co działo się w tomie pierwszym, było tylko początkiem tragicznych wydarzeń. Teraz do zagłady zostało tylko 77 dni. Asteroida zwana Mają zmierza w kierunku naszej planety. Ludzie są przerażeni, nie potrafią skupić się na wykonywaniu normalnych, codziennych czynności. Mają gdzieś pracę, czy pomoc drugiemu człowiekowi. Chcą jak najlepiej wykorzystać te ostatnie dni życia. Jedyną osobą, która jest prawdziwą oazą spokoju i zachowuje się normalnie, jest Henry Palace. Ostatni policjant dalej stoi na straży porządku. Stara się rozwiązywać kolejne sprawy, które nie mogą czekać. 
Tym razem Henry próbuje odnaleźć męża swojej znajomej. Niby strasznie upartej i wszechwiedzącej, lecz Palace nie może jej odmówić. Zaginięcie Bretta Cavatone'a wydaje się być niesłychanie tajemnicze. Wraz z biegiem czasu sprawa komplikuje się coraz bardziej. Czy tym razem ostatni policjant da radę? Czy zaginiony się odnajdzie? 

Ja wiedziałam, a nawet byłam przekonana, że drugi tom cyklu będzie równie ciekawy i wciągający. Fani kryminałów nie powinni mieć powodów do narzekań i kręcenia nosem. Opuszczone miasto trzyma wysoki poziom. Mogłabym nawet stwierdzić, że delikatnie przebija pierwszą część, gdzie autor po prostu musiał nas jakoś wprowadzić w całą historię. Tutaj akcja dosłownie gna, a my zachłannie poznajemy kolejne strony powieści. Opuszczone miasto przykuło mnie do fotela. I chociaż nie jestem fanką kryminałów, z ogromnym zainteresowaniem, które rosło i rosło, przerzucałam kartki w celu poznania zakończenia. 
Narracja dalej jest pierwszoosobowa, więc nie ma żadnych problemów z odbiorem lektury. Wszystko stopniowo staje się jasne i przejrzyste. Opuszczone miasto nie należy do książek przewidywalnych. Praktycznie do samego końca nie wiedziałam, jak zakończy się cała historia. 

W tomie drugim obserwujemy poczynania Henry'ego Palace, którego bardzo polubiłam już wtedy, gdy czytałam Ostatniego policjanta. Teraz Ben H. Winters pokusił się o dokładniejsze rozwinięcie głównej osobowości i jego siostry. Pojawiają się oczywiście kolejni bohaterowie, którym nie mam nic do zarzucenia. Spełniają swoją rolę, świetnie budują całą powieść. Jeśli chodzi o wątek kryminalny, to tym razem nie jest on mocno wyeksponowany. Autor skupia się raczej na zobrazowaniu nam zachowań ludzi, którzy czekają na nieuchronną katastrofę... Opuszczone miasto pokazuje nam jak zmienia się człowiek w obliczu zagłady. Tego nie znajdziecie w żadnym innym kryminale. Dlatego dzieło Bena H. Wintersa należy do wyjątkowych. 

Opuszczone miasto, to umiejętnie napisana książka, która przypadnie do gustu chyba każdemu dorosłemu czytelnikowi. I nawet jeśli za kryminałami nie przepadacie, niniejszy egzemplarz przeczytacie z przyjemnością. Oczywiście najpierw poznajcie tom pierwszy, czyli Ostatniego policjanta. Tylko w ten sposób zrozumiecie dokładnie to, co zostało zawarte w tomie drugim. Ja swoje egzemplarze już podrzuciłam koleżance, która takie książki dosłownie ubóstwia. Myślę, że będzie zadowolona :)

                                                                                 

Znalezione obrazy dla zapytania opuszczone miasto ben h. winters

Cykl/Seria: Ostatni policjant #2
Autor: Ben H. Winters
Wydawnictwo: RM
Oprawa: miękka
Liczba stron: 360
Cena okładkowa: 34.99 zł
Premiera: 16.05.2018


Znalezione obrazy dla zapytania rm wydawnictwo

maja 15, 2018

Moja europejska rodzina. Pierwsze 54 000 lat.

Moja europejska rodzina. Pierwsze 54 000 lat.

Fascynującej opowieści Karin Bojs o ludziach, którzy żyli i umierali na europejskim kontynencie przez ostatnie 54 000 lat już 23 maja w polskich księgarniach. 

Karin Bojs dorastała w małej, niepełnej rodzinie, co niezwykle silnie odczuła w dniu pogrzebu matki. Aby ukoić ból po stracie, postanowiła dowiedzieć się czegoś więcej o sobie i swoich korzeniach. Wykorzystała w tym celu możliwości, jakie daje nowoczesna genetyka.

Przeczytaj już dzisiaj fragment książki
http://bit.ly/czytaj-mojaeuropejska 

Zagłębiła się w genealogię swojej rodziny na wiele pokoleń wstecz. Dzięki archiwom oraz badaniom genetycznym prześledziła dzieje swojej rodziny zarówno w okresie historycznym, jak i przedhistorycznym. Odkryła nie tylko wiele informacji o swych przodkach, lecz również to, że prawie wszyscy ludzie są ze sobą w jakimś stopniu spokrewnieni. Karin Bojs czerpie z setek wyników badań naukowych, by zamaszystymi pociągnięciami pędzla namalować obraz ludzkiej ewolucji, pokazując nam, jak badania nad DNA rewolucjonizują naszą wiedzę o przeszłości.

W swojej książce Karin Bojs zabiera czytelnika w fascynującą podróż po Europie w czasie i w przestrzeni. Przemierzymy z nią tereny północnych Niemiec z czasów neandertalczyków i poznamy kromaniończyków z Francji. Moja europejska rodzina pełna jest zdumiewających faktów. Zwiedzając starożytne jaskinie, autorka dowiedziała się, że jej przodkowie żyli w ich okolicy wtedy, gdy powstawały malowidła naskalne. Ponowna, dokładniejsza analiza DNA wykazała, że genom Karin Bojs zawiera geny Lapończyków, a ona sama jest potomkinią łowców zbieraczy z epok brązu i żelaza oraz żyjących w późniejszych czasach wikingów.

Około 34 000 lat temu, w czeskich Dolních Věstonicach myśliwi epoki lodowcowej lubili robić malutkie figurki z gliny przedstawiające ludzi i zwierzęta, wrzucać je do ognia, gdzie wilgoć rozszerzała glinę, powodując, że figurki „strzelały jak popcorn”. Około 9000 lat temu na terenie dzisiejszej Turcji, w miasteczku Çatalhöyük, tysiące rodzin pierwszych rolników żyło w domach, do których można było wejść wyłącznie przez otwór w dachu, będący jednocześnie kominem. Swoich zmarłych grzebali pod podłoga, a na grobach budowali małe podesty, które mogły służyć jako łóżka dla żyjących. Książką Moja Europejska Rodzina jest pełne takich ciekawostek.

Moja europejska rodzina to niezwykłe, nowatorskie, a zarazem osobiste spojrzenie na genetykę i geny, które w zdumiewający sposób odsłania dzieje pewnej rodziny oraz dowodzi wspólnej historii wszystkich europejskich narodów.
Copyright © 2016 Książkowy-świat-Angeli , Blogger