sobota, 19 października 2019

Powrót Temudżeinów - John Flanagan

 
Cykl/Seria: Drużyna #8
Autor: John Flanagan
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 400
Oprawa: miękka

Opis
 
Załoga ,,Czapli’’ przebywa w rodzimej Skandii, ale nad ich zazwyczaj spokojną ojczyzną zbierają się ciemne chmury. Temudżeini, bezwzględni wojownicy ze stepów Wschodu, nie zrezygnowali ze swoich ambitnych planów ataku na Skandię. Teraz właśnie postanowili wyruszyć na wyprawę i podbić niepokorny kraj. Hal wraz ze swoją załogą stają do walki. Na pokładzie „Czapli” muszą pokonać zdradziecki nurt lodowatej rzeki, aby powstrzymać wroga – bez względu na cenę.
Powrót Temudżeinów to pełen wartkiej akcji ósmy tom cyklu Drużyna.

Kolejne niebezpieczeństwo

 Po raz kolejny miałam przyjemność przeczytać książkę Johna Flanagana. Myślę, że wielbiciele tego autora już bez większego zastanowienia, bez chwili wahania, sięgną po kolejną powieść należącą do cyklu Drużyna. Flanagan odpowiada również za Zwiadowców, których również przeczytałam i co najważniejsze, bardzo polubiłam. Powrót Temudżeinów to już ósmy tom Drużyny, ale na wstępie mogę zdradzić, że wcale nie gorszy od poprzedników i nie ustępujący im pod względem prowadzenia akcji, czy przedstawiania dalszych losów naszych ulubionych bohaterów. Z kontynuacjami bywa różnie o czym pewnie mieliście okazje przekonać się wielokrotnie. Flanagan jednak zadziwia i widać, że ciągle jest w doskonałej formie. Tak sobie myślę, co ja będę czytać, kiedy autor postanowi zakończyć swoje serie ;) Zanim to jednak nastąpi, pozwólcie, że przedstawię wam bliżej najnowszą książkę o przygodach załogi Czapli. 

Cała grupa przebywa w rodzinnej Skandii i ma nadzieję, że wreszcie będzie miała trochę spokoju i wytchnienia. Po potyczce z okrutnymi piratami chyba im się należało. Niestety załoga Czapli po raz kolejny będzie musiała zmierzyć się z niebezpieczeństwem. Do granic ich ojczyzny nadciągają bowiem okrutni Temudżeini, którzy są niesamowicie uparci i chyba nie boją się po raz kolejny rozpocząć walk. Hal i cała reszta znów będzie musiał ratować nie tylko siebie, ale i resztę mieszkańców Skandii. Na pokładzie swojego okrętu, w towarzystwie przyjaciół Hal da z siebie wszystko, chociaż wielokrotnie zobaczycie, że było naprawdę ciężko i niebezpiecznie. 

Technicznie

Jedni mogą kręcić nosem, że autor wlecze się z całą akcją, że na siłę dopisuje kolejne tomy, ale ja nic takiego nie odczułam. Po raz kolejny jestem zachwycona. Flanagan jak żaden inny pisarz potrafi czarować słowem i operuje naprawdę przebogatą wyobraźnią. Można być tylko zachwyconym tymi plastycznymi opisami, wartką akcją, mądrymi dialogami. Książkę czyta się błyskawicznie, aż może zbyt szybko. Ja chciałam ją na samym początku dozować, by przyjemności starczyło na dłuższy czas, lecz koniec końców nie wytrzymałam. Jeden wieczór wystarczył mi, by poznać kolejne przygody lubianych bohaterów. Bardzo się cieszę, iż mogłam się spotkać z nimi raz jeszcze. 

Zapytacie kogo lubię z nich najbardziej? No, oczywiście, że Hala. Ten młokos już od samego początku niesamowicie mi zaimponował. Chłopak chociaż młody i wydawać by się mogło, że o życiu wie niewiele, ciągle kieruje się sercem i rozumem. Oczywiście popełnia i błędy, lecz autor wcale go nie usprawiedliwia i idealizuje. Bardzo lubię również bliźniaków Ulfa i Wulfa - mega zabawnych i nieco szalonych. Mądrością i opanowaniem, a także niesamowitą siłą służy Thorn. Każda z tych osobistości wnosi coś do powieści, wzbogaca całą akcję, zapada w pamięć i po prostu nie da się nie polubić. 

Podsumowując

Nie mam i nie miałam nic do zarzucenia żadnej z książek Flanagana, więc i w przypadku Powrotu Temudżeinów mogę być tylko usatysfakcjonowana. W sumie powieść przeznaczona jest dla młodszych czytelników, lecz gwarantuję wam, iż wielbiciele gatunku w wieku dorosłym, również mogą polubić całą serię. Powieść nie jest z rodzaju tych, które zostały pozbawione jakiegokolwiek głębszego sensu. Z Powrotu Temudżeinów jak i z pozostałych dzieł należących do serii Drużyna możemy wywnioskować, że najważniejsze jest wsparcie przyjaciół i najbliższych. Jak więc widzicie, niby lekkie i przyjemne czytadło, a z prawdziwym przesłaniem - ciągle aktualnym. 
Nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco zachęcić was do przeczytania niniejszej nowości z nadzieją, że również przypadnie wam do gustu. Polecam! 

piątek, 18 października 2019

Mój nowojorski maraton - Sebastien Samson

Okładka książki Mój nowojorski maraton 
Autor: Sebastien Samson
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 192
Oprawa: miękka

Opis

 Sebastien, spokojny i nieśmiały nauczyciel rysunku, pod wpływem zakrapianej winem rozmowy z żoną i przyjaciółmi podejmuje szaloną decyzję – weźmie udział w nowojorskim maratonie! To, że nie prowadzi aktywnego trybu życia i nie biegał od prawie 20 lat nie ma znaczenia. Ważne, by udowodnić coś sobie i innym!

Sebastien jeszcze nie wie, jakiemu reżimowi będzie musiał poddać własne, lekko już podstarzałe, ciało. Nie podejrzewa nawet, że równie wiele będzie musiała znieść jego psychika. Podejrzewa jednak, że to wyzwanie na zawsze odmieni jego życie.

Autobiograficzny komiks Sebastiena Samsona to opowieść pełna humoru, ale też niezwykle ciekawych obserwacji o wyzwaniach, jakie niesie ze sobą wyczynowe bieganie i o tym, jak wpływa ono na pracę naszego ciała. To także list miłosny do Nowego Jorku i jednego z największych sportowych wydarzeń, jakie odbywają się w tym fascynującym mieście.

 Walka ze swoimi słabościami

Na dziś przygotowałam dla was recenzję książki, która tylko z pozoru wygląda zwyczajnie. Jest to bowiem komiks, a chyba komiksów jeszcze tutaj nie opisywałam. Nadszedł więc ten moment i pierwsze dzieło tego typu zagościło na moim blogu. Jak się pewnie domyślacie, jego lektura nie zajęła mi zbyt wiele czasu. Szybko uporałam się z treścią. Nie sądziłam jednak, że niniejsza pozycja literacka będzie siedziała w mojej głowie dłużej niż kilka minut. Pomyślałam sobie, że w takim komiksie znajdę minimum mądrości, a tylko zwykłą rozrywkę. Myliłam się bardzo, bowiem książka nie jest błahą historyjką i opowieścią o mężczyźnie, który tylko chciał być najlepszy i zdobyć uznanie w oczach otoczenia. To opis walki ze swoimi słabościami, z różnorodnymi przeciwnościami losu - typu fizycznego, technicznego, ale głównie są to sprawy związane z ludzką psychiką. Możecie więc być zadziwieni mądrą treścią książki, chociaż jej forma wskazywałaby raczej na lekką, przyjemną w odbiorze pozycję. Naturalnie, całość czyta się świetnie, lecz coś tam z tej lektury w głowie jeszcze pozostaje.

Kim jest maratończyk? To Sebastien Samson, nauczyciel rysunku. Jak więc można się domyślić, komiks jest również autobiografią. Sebastien pod wpływem chwili, emocji, decyduje się na udział w nowojorskim maratonie. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ten oto człowiek z bieganiem miał nigdy nie po drodze. Jednak Sebastien to typ człowieka, który jak coś sobie postanowi, to nie ma uproś! Powolutku, z ogromnymi trudami i wysiłkiem, wierząc w swoje możliwości, wykonał to, co sobie wcześniej zaplanował. Ja bym tak nie potrafiła i w sumie nigdy nie zdecydowała na coś tak morderczego, tylko pod namowami innych. Każdy z nas jest jednak inny, każdy inaczej upatruje szczęście, więc pod tym względem akurat nie chcę tutaj autorowi niczego zarzucać. Jestem jednak pełna podziwu jak był wytrwały, jak mocno wierzył w to, że faktycznie mu się uda. Wszak doskonale wiecie, że bieganie nie należy do najłatwiejszych dziedzin sportu. Brr... ja tego w szkole nigdy nie lubiłam.

Technicznie

Jest to komiks, więc i formę książki mamy specyficzną. Jedni lubią takie obrazkowe opowiastki, inni nie potrafią się przy nich skupić. Osobiście kiedyś bardzo często sięgałam po komiksy, teraz nieco mniej. Mój nowojorski maraton sprawił jednak, że przypomniałam sobie, właśnie jak bardzo lubiłam dzieła z ilustracjami i dymkami ;) W tym przypadku przyjemnie mi się wszystko czytało, szybko nawiązałam nić porozumienia z autorem, nie gubiłam wątku i dzielnie zmierzałam do końca. W sumie spodziewałam się sukcesu ze strony naszego maratończyka, ale wiecie, miejscami nie było to takie oczywiste. Komiks nie jest kolorowy, lecz dla mnie nie miało to większego znaczenia - a właściwie nie zniechęcało absolutnie. Mogłam sobie na swój sposób "pokolorować" przedstawioną historię i tym samym ruszyć głową. 

Podsumowując

Bieganie to ciężki kawałek chleba. Zawsze podziwiałam sportowców na ekranie telewizora, ale to do biegania mam największy szacunek. Moja znajoma przebiegła już kilka maratonów, ale pamiętam jak zaczynała... Było strasznie! Dlatego doskonale rozumiem autora, wiem, jak trudną drogę musiał przejść, by potem móc się chwalić medalem. To walka z samym sobą, często z trudnymi warunkami atmosferycznymi. Dlatego z tym większym zapałem czytałam komiks, a potem posunęłam go znajomej biegaczce. Myślę, że niniejszy bestseller skradnie serducho każdego miłośnika sportu, niekoniecznie tylko biegania. Jednak nawet jeśli z wysiłkiem fizycznym nie macie wiele wspólnego (czyt. ja), doskonale odnajdziecie się w przedstawionej historii. Polecam!

Za egzemplarz dziękuję księgarni TaniaKsiazka.pl

 

czwartek, 17 października 2019

Pan Doubler zaczyna od nowa - Seni Glaister

Autor: Seni Glaister
Wydawnictwo: Harper Collins Polska
Liczba stron: 416
Oprawa: miękka 

Opis

Pan Doubler o ziemniakach wie wszystko, rozmawia z nimi częściej niż z własnymi dziećmi, które widuje tylko podczas niedzielnych obiadów. Chce zostać hodowcą wszech czasów. Poglądami dzieli się jedynie z panią Millwood, gospodynią, która pomaga mu prowadzić dom. Choroba pani Millwood to prawdziwa katastrofa. Mały świat Doublera zaczyna drżeć w posadach, nadzieja na realizację ambitnych planów rozwiewa się jak dym. Jednak codzienne rozmowy telefoniczne z przebywającą w szpitalu gospodynią mają na niego zbawienny wpływ. To pod jej wpływem Doubler zaczyna dostrzegać ludzi i świat wokół siebie, bez których do tej pory tak świetnie się obywał. Ciepła, zaprawiona nutą nostalgii i dyskretnego humoru opowieść o przyjaźni, dobroci i o tym, że nigdy nie jest za późno na zmiany.

Na zmiany nigdy nie jest zbyt późno

Oto książka po której nie spodziewałam się jakichś cudów. Miała to być kolejna pozycja literacka idealna na nudne, aczkolwiek słoneczne popołudnie. Opis na okładce zaciekawił mnie, ale też w pewnym stopniu zachęcił do lektury. W sumie wiedziałam i byłam nawet przekonana, że niniejsze dzieło odejdzie szybko w zapomnienie i nie pozostanie w mojej głowie na długo. A tutaj totalne zaskoczenie! Dziś bardzo trudno jest mi ubrać w słowa swoje wrażenia po lekturze powieści Seni Glaister. Jestem bardzo zadowolona, a nawet szczęśliwa, że coś takiego trafiło do mnie i do mojej biblioteczki. Nie jest to kolejne czytadło dla młodzieży, coś z fantastyki, czy kolejna lekka i niezobowiązująca powieść dla kobiet. To niezwykle dorosłe, mądre dzieło, które skradło moje serce, na dobre zagościło w mojej głowie i nie pozwoliło o sobie zapomnieć przez długi czas. Nie tego się spodziewałam, ale oczywiście jestem przeszczęśliwa, że miałam okazję przeczytać Pana Doublera. Jedna decyzja, co do wyboru książki z oferty wydawnictwa, faktycznie przyniosła korzyść.

Kim jest tytułowy Pan Doubler? Cóż, to osoba z którą mogłabym się zaprzyjaźnić w realu i z racji tego, że mieszkam na wsi, pogadać nieco o ziemniakach. Pan Doubler jest specjalistą w dziedzinie uprawy tej rośliny, planuje zdobywać nawet nagrody, ale wciąż chce być jeszcze lepszy. Z ziemniakami rozmawia znacznie częściej niż z dziećmi, co może nie jest dobre dla relacji rodzinnych, lecz Doubler nade wszystko chce spełniać swoje plany i marzenia. Jedynym głosem rozsądku w całej tej sytuacji, jest pani Millwood. To właśnie ona i tylko ona potrafi sprowadzić pana Doublera na ziemię. Niestety kobieta jest chora i musi iść do szpitala. Pan Doubler postanawia dotrzymać jej towarzystwa, chociażby za pomocą rozmów telefonicznych. To od nich rozpoczyna się przemiana naszego bohatera... 

Technicznie

Piękna, przejmująca i niesamowicie prawdziwa. Taka właśnie jest ta opowieść. Od pierwszych stron nawiązałam ogromną, szczególną więź z bohaterami, a głównie z panem Doublerem. I chociaż jest to książka o ludziach raczej starszych, dzieło idealnie wpisało się w moje gusta. Wiecie dlaczego? Bo nie ma tutaj przysłowiowego "lania wody", a tylko problemy i życie normalnych ludzi. Pan Doubler bardzo mi zaimponował i to już praktycznie od samego początku. Pomimo tego, że nie potrafił nawiązać porozumienia ze swoimi dziećmi, ciągle był odrzucany, radził sobie jakoś ze samotnością i nie pozostał bierny. Nasz bohater znalazł sobie ciekawe zajęcie, a co najważniejsze, czerpał z niego wielką radość. Nie wiem czy ja bym tak umiała... Nie bez znaczenia jest również postać pani Millwood, która pomimo choroby, potrafiła pomóc drugiemu człowiekowi. 

Podsumowując 

 Dawno nie czytałam tak ciepłej, tak mądrej, a jednocześnie wciągającej powieści obyczajowej z bohaterami, którzy nie należą do najmłodszych, ale w duchu ciągle potrafią być radośni i przyjaźni. Pan Doubler zaczyna od nowa, to zdecydowanie bardzo dojrzała powieść, która jest w stanie zaciekawić nie tylko fana gatunku, ale i przypadkowego odbiorcę. W książce nie zabrakło dobrego humoru, nadającego całości odpowiedniego klimatu i nie tworzącego tym samym tylko przygnębiającego nastroju. Dosłownie pokochałam styl autorki, pozbawiony udziwnień i ozdobników. Czekam z niecierpliwością na jej kolejną książkę, bo ta jest po prostu fantastyczna. Niniejsza powieść pokazuje nam, że na zmiany nigdy nie jest za późno, że przyjaźń jest niesamowicie ważna i nie trzeba tracić nadziei... Czasem musi być źle, żeby później było już tylko lepiej. I tego się trzymajmy! 

wtorek, 15 października 2019

Dziewczyna o chabrowych oczach - Catherine Cachee

Okładka książki Dziewczyna o chabrowych oczach 
Autor: Catherine Cachee
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 490
Oprawa: miękka 

Opis

 Paix to wiekowe miasteczko, starannie ukryte w głębi lasu rozpościerającego się na północ od Strasbourga, zamieszkane przez tajemnicze istoty, które pragną żyć poza ludzką cywilizacją. Panujący tu odwieczny spokój zostaje pewnego dnia zakłócony przez brutalną napaść. Ci, którzy ocaleli z masakry, trafiają do ludzkiego świata, znanego im dotychczas jedynie z opowieści. Mimo strachu i uprzedzeń starają się go poznać i zrozumieć. Ale czy to możliwe, by między tymi dwoma, tak odległymi od siebie światami, kiedykolwiek nawiązała się nić przyjaźni?

Siła przyjaźni 

Piękna, złota jesień, zachęciła mnie do regularnego sięgania po jakąś książkę. Nie ma nic lepszego od dobrej lektury, kubka pysznej kawy i jakiejś ławeczki do której docierają nieśmiałe promienie słońca. W takiej oto scenerii przeczytałam powieść Catherine Cachee Dziewczyna o chabrowych oczach. Sam prolog dosłownie wbił mnie w fotel i bardzo chciałam poznać całą historię od razu. Niestety obowiązki mniej przyjemne wzywały i nie pozwalały rozkoszować się lekturą. Ale kiedy już znalazłam chwilkę na czytanie książki, to z zapałem zabrałam się właśnie za Dziewczynę o chabrowych oczach. Niniejsze dzieło dosłownie pożarłam, a nie dzieliłam je sobie na rozdziały i rozkoszowałam się lekturą. Dawno nie miałam przed sobą tak świetnie skonstruowanej książki typu YA. Bardzo lubię dzieła należące do tego gatunku, więc jednocześnie trudno mnie zaskoczyć do tego stopnia, bym była zadowolona tak na maksa. Tutaj nie ma mowy o żadnej wtopie, bo jest po prostu fantastycznie, genialnie, znakomicie i... aż brakuje mi odpowiednich przymiotników ;)

Historia jest ciekawa i oryginalna. Opowiada o dziewczynie noszącej imię Iris. Iris zamieszkuje stare miasto Paix, które jest starannie ukryte przed ludzkim okiem. Według mieszkańców tego miejsca, człowiek potrafi tylko wyrządzać krzywdę i niszczyć - wszystkich i wszystko. I tak żyliby sobie dalej w spokoju, gdyby nie napaść. W konsekwencji Iris i garstka ocalałych, chcąc czy też nie, będą musiały przyzwyczaić się do funkcjonowania w świecie człowieka. Jednak czy w otoczeniu zła, kłamstwa i innych, negatywnych zachowań, nasza bohaterka da radę wytrzymać? Czy tak naprawdę przyjaźń pomiędzy ocalałymi, a ludźmi jest totalnie niemożliwa? Czasem przecież warto zerwać z uprzedzeniami i przyzwyczajeniami, by odkryć coś nowego, może lepszego... Czy w gronie ludzi Iris odnajdzie jakąkolwiek bratnią, nastawioną przychylnie duszę? Stoi przed nią wielkie zadanie do wykonania. Sama przerażona byłabym zaistniałą sytuacją. Iris jednak potrafi postępować mądrze i z rozwagą.

Technicznie

Tradycyjnie rzut oka na okładkę - dla mnie jest piękna. Podoba mi się nieco mroczny wymiar oprawy, idealnie pasujący do samej powieści i do całej historii. Te oczyska robią tutaj niesamowite wrażenie!
Jeśli chodzi o narrację, to mamy tutaj taką w wersji trzecioosobowej. Dla mnie również na plus, ponieważ pozwoliła mi dokładnie poznać najważniejszych bohaterów. Nie jesteśmy tylko i wyłącznie skazani na wersję jednej postaci, a tym samym na ocenę z perspektywy tylko jednej osoby. W przypadku wątków wiele tutaj tajemnic, które nie są od początku skrupulatnie rozwiązywane. Autorka ciągle nas czymś zaskakiwała, sprawiała świetnie niespodzianki, by cała powieść nabrała nieco tajemniczego, zagadkowego wyrazu. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo lubię takie trzymanie w napięciu ;) 

Przypadł mi również do gustu styl autorki. Cała książka jest świetnie przemyślana, pisana prosto, ale nie do przesady. Myślę, że młodsi i starsi czytelnicy znajdą w Dziewczynie o chabrowych oczach lekturę odpowiednią dla siebie. Oczywiście nie jest to powieść specjalnie wyszukana pod względem schematu, jest młoda, mądra dziewczyna, są przygody, dwa światy, no i oczywiście faceci. Niemniej, całość tutaj zagrała idealnie i co tu dużo ukrywać, cieszy czytelnika od początku, aż do samego zakończenia.  

Podsumowując

Tak już w ramach podsumowania, książka oczywiście bardzo, bardzo mi się podobała i mogę ją wam polecić z pełną odpowiedzialnością i przekonaniem. I nawet jeśli rzadko sięgacie po fantastykę, to dla tej pozycji zróbcie wyjątek. Poznacie nowych, ciekawych bohaterów, troszkę pobujacie w obłokach, oderwiecie się od szarej, nudnej codzienności. Autorka zaprezentowała nam odmienny świat, który rządzi się swoimi prawami, ma swoje zasady, których twardo się trzyma. Myślę, że za świetnym odbiorem treści, stoją również interesujący bohaterowie. W samej Iris jestem po prostu zakochana! Czekałam na taką osobistość w wielu książkach fantastycznych. Tutaj dziewczyna wie czego chce, wie, że musi być ostrożna, jeśli chodzi o zaufanie w stosunku do drugiej osoby. Ta książka pokazuje nam, jak okrutny może być człowiek, co potrafi zrobić tylko po to, by umocnić swą pozycję w grupie. Zachęcam do lektury!

poniedziałek, 14 października 2019

Nowości wydawnictwa Insignis



„Czytając tę książkę, najpierw się rozpłaczesz, później ogarnie cię złość, a na koniec wypełni radość”

W połowie października na czytelników będzie czekać niezwykła książka – autobiograficzna opowieść Anny Zamojskiej „Nigdy więcej”. To przepiękna opowieść o zmaganiach młodej dziewczyny z przemocą, jakieś doświadczyła ze strony osoby duchownej.

Anna Zamojska przekazuje czytelnikom wyjątkową lekcję – zainspirowana bestsellerowymi felietonami Reginy Brett, a zwłaszcza jej ostatnią książką „Mów własnym głosem”, Anna odnajduje w sobie odwagę do pokazania zarówno tych bolesnych, jak i pięknych momentów w swoim życiu. „Nigdy więcej” to świadectwo siły, nadziei i odwagi, jakie można w sobie odnaleźć nawet w najtrudniejszych chwilach.

Zamów w przedsprzedaży w najlepszej cenie już dzisiaj:
http://bit.ly/aznigdywiecej

Jako niespełna czternastolatka Anna dwa lata zmagała z doświadczaniem przemocy seksualnej ze strony księdza – przyjaciela rodziny, lubianego i cenionego kaznodziei. W poetycki i uderzający bez znieczulenia sposób opowiada dziś o tym, jak postanowiła o siebie zawalczyć i wygrała – a dziś jej historia może przynieść otuchę i nadzieję każdemu, kto ich potrzebuje.

W przedmowie do „Nigdy więcej” Regina Brett pisze: „Kiedy stajesz we własnej obronie, uwalniasz nie tylko siebie, ale i innych. Moja książka »Mów własnym głosem« zainspirowała Annę do spisania swojej historii, do podzielenia się własną prawdą. Ona wyzwoliła się od przeszłości – może wyzwoli także ciebie”.

Książka „Nigdy więcej” ukaże się nakładem wydawnictwa Insignis 16 października.


 Mutant, kolejna powieść z Uniwersum Metro 2033 już 16 października trafi do polskich czytelników
 
Mutanty zawsze stanowiły istotny element świata Metra 2033. Ich rola sprowadzała się jednak głównie do oponentów bohaterów. Gdy myślimy o mutantach, zwykle wyobrażamy sobie nieprzejednane dzikie bestie, których byt sprowadza się do instynktownego polowania na wszystko i wszystkich w świecie bez żadnego sensu.

Zamów w przedsprzedaży w najlepszej cenie już dzisiaj:
Empik: http://bit.ly/UM2033mutant
Świat książki: http://bit.ly/UM2033MutantSK

Co jednak, jeżeli spojrzymy na świat z ich perspektywy? Wszak mutacje popromienne nie są żadnym błogosławieństwem, tylko prostą drogą, by skończyć na śmietniku historii. Mogliśmy się o tym przekonać podczas lektury powieści Siergieja Antonowa „Ciemne tunele”. Tam spotkaliśmy się z pierwszym zgrupowaniem ludzi mutantów, dla których życie po apokalipsie zmieniło się w istny koszmar: skazani na nieustanną ucieczkę przed innymi ocalałymi, traktowani niczym egzotyczna zwierzyna łowna, bez dostępu do zasobów, bez możliwości handlu, żywiąc się resztkami, w ciągłym strachu, że co bardziej wyjątkowe dzieci mogą zostać porwane do objazdowego cyrku z pokrakami, a na domiar złego prześladują ich choroby, powikłania…

Nie porzucamy Uniwersum Metro 2033 i dalej eksplorujemy zniszczony świat

Uniwersum Metro 2033 przyzwyczaiło nas do silnych postaci z karabinami w dłoniach. Najlepszych przedstawicieli lokalnych społeczności. Wspomaganych przez innych ocaleńców, wyposażonych w technologię starego świata i wojskowe wyszkolenie. Bohaterów, którzy musieli ratować świat. 

Tytułowy bohater „Mutanta” Andrieja Butorina, jest antytezą powyższego wzorca. Poznajemy go, kiedy budzi się w środku pierwotnej puszczy i niewiele pamięta. Co było dalej? O tym przekonacie się sami, zapoznając się z tą momentami bajkową historią (autor nie stroni od nawiązań do rosyjskiego folkloru), skupiającą się na relacjach między bohaterami. Czeka was podróż przez lasy północnej Rosji, spotkania z mieszkańcami okolicznych wiosek, poszukiwanie utraconych wspomnień. 

Jeśli odzyskasz świadomość w zniszczonym przez promieniowanie lesie, nie pamiętając, kim jesteś, skąd pochodzisz i jak się tu znalazłeś… Jeśli twój wygląd wzbudza wśród innych tylko dwa uczucia: strach i agresję… Jeśli wybuch wściekłości w każdej chwili może zamienić się w prawdziwy pożar… Jeśli jedyną nadzieją na przywrócenie pamięci pozostaje Dziadek Mróz, a on wcale nie jest miłym czarodziejem z bajki… Jeśli grzesznicy są bardziej ludzcy niż ci, których miałeś za świętych…to wyjaśnienie może być tylko jedno: JESTEŚ MUTANTEM!

czwartek, 10 października 2019

On cię okłamuje - Amanda Reynolds

Okładka książki On cię okłamuje 
Autor: Amanda Reynolds
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 400
Oprawa: miękka

Opis

 Znakomity, trzymający w napięciu dramat psychologiczny Amandy Reynolds, której debiut "Blisko mnie" stał się światowym bestsellerem
Myślisz, że wiesz co wydarzyło się tamtej nocy. Co jednak, jeśli ON cię okłamuje?
Mark Winter został skazany na trzy lata więzienia. Nigdy nie przyznał się do tego, o co oskarżyła go jego uczennica, Jess Tidy. Karen Winter nieustannie stała u boku męża, zdecydowana chronić swoją rodzinę. Teraz, po dziesięciu latach, Jess powraca. A wraz z nią prawda o tym, co wydarzyło się tamtej nocy.

 Kto kłamie?

Dziś zupełnie inna tematyka, bo i zupełnie inna książka. Po lekkich, niezobowiązujących czytadłach w ramach relaksu, przyszedł czas na lekturę jakiejś cięższej powieści. Wybrałam sobie dramat psychologiczny autorstwa Amandy Reynolds. Nie wiem czy znacie warsztat pisarski autorki, bo ja przed On cię okłamuje nie czytałam żadnej z jej powieści. Słyszałam jednak wiele dobrego na temat debiutu Amandy Reynolds w postaci książki Blisko mnie. Pomyślałam sobie, iż może akurat kolejna nowość będzie dla mnie odpowiednia, bo już opis na okładce bardzo mnie skusił. Fakt, jesień nastraja mnie również na czytanie nieco poważniejszych książek, więc On cię okłamuje wydawało się być idealną pozycją literacką na ten moment. I tak mogę wam już zdradzić, iż nie od samego początku byłam do tej książki przekonana tak na sto procent. Pomysł na fabułę jest jak dla mnie po prostu genialny, lecz ciągle miałam wrażenie, że w tej historii czegoś tak naprawdę brakuje. Może szybszej akcji, nagłych zwrotów i momentów które sprawiłyby, by moje serce zaczęło mocniej bić. Tutaj wszystko rozkręca się dopiero na samym końcu, a szkoda. Wielka szkoda...

Bohaterką książki jest Jess Tidy. Kobieta po dziesięciu latach wraca do rodzinnej miejscowości. Nie jest tam jednak witana z otwartymi ramionami, mieszkańcy obchodzą ją łukiem i patrzą z wrogością. Nie jest to jednak zachowanie, które nie ma usprawiedliwienia. Ludzie ciągle pamiętają pewne wstrząsające wydarzenia w które Jess była zamieszana. Teraz wspomnienia z przeszłości powracają, a nasza bohaterka musi sobie z tym wszystkim jakoś poradzić. Gdyby nie konieczność, nigdy by się tutaj nie pojawiła...
W całą akcję był wplątany również nauczyciel Mark, zaprzeczający oskarżeniom Jess. Mężczyznę dzielnie wspierała żona, ale teraz wszystko może się zmienić. Karen odkrywa w komputerze Marka plik, stanowiący wyjaśnienia wydarzeń z przeszłości. Komu ufać, kto był winny i kto tak naprawdę kłamał i kłamie przez cały czas? 

Technicznie

Tak jak wspominałam, książka nie jest jakoś specjalnie mocno porywająca, a tego raczej się spodziewałam. Oczywiście ma w sobie mnóstwo ostrzejszych, mocniejszych momentów, lecz dla mnie to stanowczo zbyt mało. Miejscami akcja strasznie się wlokła i aż czekałam, kiedy wreszcie coś się stanie, coś się wydarzy. Wydarzyło się na końcu i przynajmniej tyle dobrego. Zdaje sobie jednak sprawę, że każdy tak trudną, tak wymagającą lekturę może odebrać na swój sposób. Dlatego nie chcę bardzo pojechać tej książce, bo tak naprawdę podobała mi się i w sumie przeczytałam ją w dwóch podejściach. Jednak człowiek czasem wymaga więcej, oczekuje czegoś specjalnego... Pewnie ma w tym swój udział gatunek - thrillery, dramaty psychologiczne to trudna, skomplikowana sprawa nie tylko dla czytelnika, ale i dla samego twórcy - to przede wszystkim.

Okładka książki przypadła mi do gustu i pasuje idealnie do klimatu powieści. Wnętrze nie jest jakoś specjalnie naszpikowane przydługimi opisami, więc niecierpliwi nie powinni narzekać. Bardzo spodobał mi się dodatek w postaci zapisków Marka. To dzięki niemu i dzięki nim poznajemy wydarzenia, które rozegrały się w przeszłości. Narratorami są głównie Jess i Karen. Ogólnie żaden z bohaterów niespecjalnie mnie zauroczył. No, może troszkę Jess, ale nie do tego stopnia, bym mogła ją jakoś szczególnie polubić.

Podsumowując

On cię okłamuje Amandy Reynolds, to trudna, wymagająca książka. Jest smutna, przepełniona goryczą i prawdą. Powieść ukazuje problem kłamstwa, nadszarpniętego zaufania, życia i relacji w mniejszym mieście, oszczerstw skierowanych w stronę nauczyciela. Jak więc sami widzicie, nie są to sprawy proste i przyjemne, dlatego ta książka nie mogła być czytadłem zabawnym i relaksującym. Jeśli lubicie takie klimaty i macie ochotę na bardziej wymagającą lekturę, to nowość od Amandy Reynolds przypadnie wam do gustu. Według mnie nie jest idealnie, nie jest też źle... Książkę przeczytałam, byłam ciekawa jej zakończenia. Dlatego nie odradzam, a raczej zachęcam i to tych, którzy z tematyką sobie poradzą i po prostu kochają thrillery. 

Za egzemplarz dziękuję księgarni TaniaKsiazka.pl

  

środa, 9 października 2019

Ratownicy czasu - Justyna Drzewicka

Okładka książki Ratownicy czasu 
Tytuł: Ratownicy czasu
Cykl/Seria: Ratownicy czasu #1
Autor: Justyna Drzewicka
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 360
Oprawa: miękka

Opis

 Bohaterowie serii to dwójka współczesnych trzynastolatków, Sara i Daniel, którzy zostają zabrani w podróż do przeszłości przez sympatycznego nicponia z 2118 roku. Można by go nazwać humanoidem, gdyby nie to, że ma postać kota o osobowości na pół kociej, na pół „nastoletniej”. To nie działanie czarów – podróż w czasie jest możliwa dzięki technologii z czasów kota.

Fascynująca podróż... 

Dziś mam dla was recenzję książki, ale w wersji przedpremierowej. Nie raz i nie dwa pisałam wam jak bardzo lubię sięgać po dzieła, które jeszcze nie pojawiły się na rynku wydawniczym. Stanowi to dla mnie ogromne wyróżnienie, ale i zachęca do częstszego recenzowania przeróżnych pozycji literackich. Tutaj mam książkę przeznaczoną raczej dla starszych dzieci i młodzieży. Niemniej, ja bardzo, ale to bardzo lubię takie powieści, więc sięgnęłam po nowość od wydawnictwa Jaguar, bez jakichś większych przekonywań ze strony wydawców, autora, czy innych czytelników. Ratownicy czasu to pierwszy tom serii autorstwa Justyny Drzewickiej. Pióro Pani Justyny znam całkiem dobrze, bo jakiś czas temu czytałam jej trylogię Niepowszedni. Jednak dziś zupełnie coś innego, z zupełnie innymi bohaterami, ale równie interesującego i wciągającego bezgranicznie. Książka będzie miała swą premierę dopiero 16 października, lecz ja już dziś pragnę was gorąco zachęcić do jej lektury.

Na kartach powieści spotykamy dwójkę nastolatków, którzy różnią się pod względem charakterów. Sara ma tyle energii, że potrafiłaby nią obdarzyć kilka dzieci na raz, natomiast Daniel to już zupełne jej przeciwieństwo. Obydwoje przez swój upór często trafiają na dywanik, niemniej wcale nie mają zamiaru zrezygnować ze swoich przyzwyczajeń ;) Pewnego dnia w ich życiu pojawia się kot. Nie jest on jednak zwykłym sierściuchem, a animaloidem. To dzięki niemu trafiają do przeszłości, by pomóc Kopernikowi. Jak się pewnie domyślacie będzie to fascynująca podróż, pełna zaskakujących zwrotów akcji, ale i różnych problemów. Możecie być jednak pewni, że nie wszystkie tajemnice zostaną rozwiązane. Wszak to dopiero pierwszy tom serii, a kolejne jeszcze przed nami!

Technicznie

Tradycyjnie rzut oka na oprawę... Ta według mnie jest idealna, jeśli chodzi o książkę dla młodzieży, czy starszych dzieci. Kolorowy obrazek przykuje wzrok młodego czytelnika, a opis z pewnością zachęci do bliższego poznania lektury. Wnętrze książki również prezentuje się bardzo zachęcająco. Mamy mnóstwo dialogów i minimum dłuższych opisów. Wszystko jednak jesteśmy w stanie ogarnąć, nie musimy zbytnio się domyślać, aczkolwiek ciągle czytelnik jest "narażony" na jakieś niespodzianki ;) Takie niebezpieczeństwo w postaci szybszego bicia serca, to ja jestem w stanie zaakceptować! 

Za wrażenia dla oka odpowiada dwóch panów. Jędrzej Łaniecki stworzył wspaniałe ilustracje do wnętrza, a Piotr Sokołowski stoi za nieziemską okładką. Oczywiście najważniejszy jest naturalnie tekst, któremu tutaj nie mam nic do zarzucenia. Książka, chociaż przeznaczona dla dzieci i młodzieży mnie, starą krowę wciągnęła na całego. Dawno tak świetnie się przy czytaniu nie bawiłam, a jednocześnie byłam w to wszystko mocno zaangażowana. Niby opowiastka dla nastolatków, a taka przyjemna i mądra - to przede wszystkim. 

Podsumowując

Jak na początek serii, Ratownicy czasu wypadli znakomicie. Nie spodziewałam się nawet, że ta książka będzie aż tak dobra. Wprawdzie czytałam inne dzieła Justyny Drzewickiej, ale wiecie, gdzieś tam z tyłu głowy ten niepokój pozostaje. Tutaj poza tym, iż na kartach książki znalazłam wyrazistych bohaterów, to jeszcze wraz z nimi mogłam wyruszyć w podróż do przeszłości. Ratownicy czasu to doskonale skonstruowane czytadło, które chce się poznawać dalej i dalej. Książka nie jest tylko głupiutką czytanką dla niezbyt wybrednego odbiorcy. Cieszę się, że autorka nie zapomniała o sensie i morale, który w młodzieżówkach nieczęsto jest obecnie spotykany.