środa, 3 lipca 2019

Marvel X-Men. Saga Mrocznej Phoenix - Stuart Moore


Autor: Stuart Moore
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 400
Oprawa: miękka 

Opis
 
Przeprowadzając wahadłowiec przez potężny rozbłysk słoneczny, Jean Grey poświęca swoje życie, by uratować X-Menów. Zdarza się cud i superbohaterka się odradza.
Phoenix – jak głosi jej imię – powraca do życia, stając się jedną z najpotężniejszych istot we wszechświecie. Lecz kiedy wraz z X-Menami bierze udział w ataku na tajną organizację o nazwie Hellfire Club, pada ofiarą manipulacji, zdradza przyjaciół z drużyny i zmienia się w Czarną Królową.
Gdy moce Jean wymykają się spod kontroli, staje się jasne, że trzeba ją powstrzymać. Są tacy, którzy za wszelką cenę pragną jej śmierci; tymczasem X-Meni robią wszystko, by opanować siłę Phoenix, nie zabijając przy tym Jean. Od ich zmagań zależą losy świata.
 
Najpotężniejsza istota we wszechświecie 
 
Zagłębianie się w świat Avengersów było dla mnie ogromną przyjemnością. Dlatego postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej na temat X-Menów. Sięgnęłam po Mroczną Phoenix z czystej ciekawości i po części w celach informacyjnych. Czytanie uniwersum to super sprawa, więc zdecydowałam się na taką, a nie inną lekturę "do poduchy". Może poznawanie powieści wieczorem, a nawet nocą nie było dobrym pomysłem, (za dużo wrażeń), ale z pewnością wybór książki, to moja najlepsza decyzja. Została ona napisana przez Stuarta Moore'a, autora którego warsztatu bliżej nie znałam. Pewnie dlatego jakieś obawy przed powieścią miałam, lecz po kilku pierwszych stronach zostały one w stu procentach rozwiane i odeszły w zapomnienie. 
 
Jak się pewnie domyślacie, prym wiedzie tutaj Mroczna Phoenix, którą chyba najbardziej chciałam dobrze poznać. Reszta osobistości może została troszkę zepchnięta na boczny tor i nie dowiedziałam się o nich zbyt wiele, jednak na tym bohaterze na którym bardzo mi zależało, skupiła się większa część książki. Oczywiście nie mogę stwierdzić, że autor nie nakreślił ich wcale, jednak coś mi tutaj brakowało, czułam pewien niedosyt. Do samej Jean nie sposób się przyczepić. Ta bohaterka bardzo mnie zaciekawiła, a Moore dodatkowo spotęgował moje zainteresowanie. Z przyjemnością i oczami otwartymi szeroko ze zdumienia, podziwiałam przemianę Jean w najpotężniejszą istotę we wszechświecie. To było coś!
 
Technicznie
 
Książka została napisana na podstawie powieści graficznej, więc stworzenie czegoś takiego nie było prostym zadaniem. Komiks to komiks, rządzi się swoimi prawami. Tutaj trzeba było zmieścić więcej tekstu i nie dało się poprzeć wyobraźni autora jakimiś obrazkami. Stuart Moore dał jednak radę i stworzył bardzo interesujące dzieło. Myślę, że fani X-Menów nie powinni być niezadowoleni, zniesmaczeni. Tutaj jest wszystko, co powinno znaleźć się w dobrze skonstruowanej powieści. Przygotujcie się jednak na szybkie tempo, które lubi nieco namieszać w przypadku, gdy nie jesteście uważni.
 
Podsumowując  
 
Jeśli coś takiego was zainteresowało, jeśli lubicie X-Menów, chcecie uzupełnić swą wiedzę na ich temat, a tradycyjne komiksy już wam się znudziły, to gorąco polecam wam Mroczną Phoenix. Książkę czyta się w iście błyskawicznym tempie, a na brak wrażeń chyba nikt z was narzekać nie powinien. Mnie lektura zajęła minimum czasu, a bawiłam się przy niej doskonale. Teraz wiem więcej i bardzo się cieszę, że mogłam poznać ten świat jakby "od podszewki". Było warto. 
 
Za egzemplarz dziękuję agencji AiM Media
 
 

wtorek, 2 lipca 2019

Fajbus. 997 przypadków z życia - Magda Omilianowicz, Michał Fajbusiewicz

Okładka książki Fajbus. 997 przypadków z życia 
Tytuł: Fajbus. 997 przypadków z życia
Autor: Magda Omilianowicz, Michał Fajbusiewicz
Wydawnictwo: Kompania Mediowa
Liczba stron: 284
Oprawa: miękka 

Opis

 Twórca kultowego programu „Magazyn kryminalny 997”, który przez lata elektryzował całą Polskę. Człowiek orkiestra, dziecko szczęścia, miłośnik dobrej zabawy, dziennikarz, wymagający szef, zdyscyplinowany, choć rozrywkowy. Szczerze opowiada o sobie, o plusach i minusach sławy, kulisach pracy dziennikarza i swej przewrotnej naturze. Nie oszczędza też TVP, do której niedawno wrócił, lecz na bardzo krótko…

O człowieku, który żadnej pracy się nie boi

Czytanie biografii, wywiadów nigdy nie leżało w mojej naturze. Nie wiem dlaczego tak jest, lecz książki tego typu zwykle nudzą mnie niesamowicie. Nie potrafię się w nich rozsmakować, skupić nad sensem. No chyba, że jest to opowieść o człowieku, którego uwielbiam, kocham i podziwiam. W tym przypadku... można mówić o totalnym zaskoczeniu. Bardzo pozytywnym z czego ogromnie się cieszę. Na książkę Fajbus. 997 przypadków z życia, zdecydowałam się zupełnie przypadkiem, bez większej nadziei na dobrą lekturę. Ot, coś innego do poczytania w te wakacje. Wyobraźcie sobie, że niniejszy egzemplarz pochłonęłam niczym najpyszniejsze ciasto. Nie sądziłam nawet, nie wyobrażałam sobie, że opowieść o Michale Fajbusiewiczu tak mocno przypadnie mi do gustu i najważniejsze, zapadnie w pamięć na długi czas. 

Nie znam w swym otoczeniu człowieka, (oczywiście dorosłego), który nie słyszałby o magazynie kryminalnym 997. To właśnie Michał Fajbusiewicz odpowiada za jego pojawienie się na antenie. Pamiętam doskonale, jak członkowie mojej rodziny gromadzili się przed telewizorem, by wraz z dziennikarzem odkrywać mroczne, ludzkie sekrety. Do dziś dźwięk z czołówki magazynu działa na mnie w dość intensywny sposób. Jednak Michał Fajbusiewicz to nie tylko "ten od 997". To człowiek, który imał się wielu prac, który żadnej z tych prac się nie bał. Urodził się w Łodzi w rodzinie dość specyficznej. Nie chcę wam zdradzać zbyt wiele, by nie popsuć niespodzianki płynącej z lektury książki. Fajbusiewicz w wywiadzie z Magdą Omilianowicz opowiada między innymi o ludziach, który spotkał na swojej drodze. Spora liczba tych osobistości mnie samą bardzo zaciekawiła. 

Technicznie

Książka, tak jak wspominałam, ma formę wywiadu, więc nad jej lekturą nie spędzicie zbyt wiele czasu. Czyta się ją błyskawicznie, ale z ogromnym zaangażowaniem i zainteresowaniem. Poznawanie kolejnych kartek umilają zdjęcia. Nie brakło również dobrego humoru, lekkiego podejścia do niektórych tematów. Michał Fajbusiewicz to postać niesamowicie oryginalna, może nieco zagadkowa, ale przewspaniała. Bardzo chciałabym mieć kogoś takiego w swoim otoczeniu. Fajbusiewicz to człowiek, który w życiu miał bardzo trudno, który nie doszedł do wszystkiego z łatwością. Bardzo go podziwiam.  

Podsumowując

Jeśli biografie, wywiady obchodzicie szerokim łukiem, to na książkę Fajbus. 997 przypadków z życia, powinniście spojrzeć przychylnym okiem. Dzieło wykracza poza utarte schematy. Jest zaskakujące, wciągające i przesycone prawdą. Michał Fajbusiewicz niczego nie koloryzuje, nikogo nie ocenia i nie wini. Naprawdę miał w życiu pod górkę, lecz ciągle pielęgnował w sobie tę pogodę ducha, która przetrwała do dnia dzisiejszego. Z lektury Fajbus dowiedziałam się między innymi, jak często groziła mu śmierć, jak bardzo musiał uważać, by po prostu ktoś nie uczynił mu czegoś złego. Bo pracując przy powstawaniu magazynu kryminalnego, miał do czynienia z wieloma niebezpiecznymi osobnikami, którzy po wyjściu z więzienia, chcieli się tylko zemścić. Fajbus lubił żyć w biegu. I chociaż stał się rozpoznawalny, zachował normalność i rozsądek. To wzór do naśladowania. Cieszę się niezmiernie, że książka Fajbus znalazła się w mojej biblioteczce.

poniedziałek, 1 lipca 2019

Zakazany Kamień. Dziedzictwo Kopernika - Tony Abbott

Dziedzictwo Kopernika. Zakazany kamień 
Cykl/Seria: Dziedzictwo Kopernika #1
Autor: Tony Abbott
Liczba stron: 351
Oprawa: miękka

Opis

 Największym hobby Wade’a jest astronomia. Często odwiedza obserwatorium uniwersyteckie, w którym pracuje jego ojciec. Przypadkiem natrafia na zaszyfrowany mejl od dawnego profesora ojca, a zarazem bliskiego przyjaciela rodziny, który wkrótce ginie w tajemniczych okolicznościach.  Śmierć Henry’ego rozpoczyna serię wypadków, które sprawiają, że Wade przeżyje przygodę, o jakiej inni mogą tylko pomarzyć. Wraz z przyjaciółmi musi odszukać Dziedzictwo Kopernika – 12 artefaktów o wyjątkowej, magicznej mocy. Ten, kto je odnajdzie, zdobędzie władzę nad światem i stanie się niezwyciężony… Dziedzictwo Kopernika to czteroczęściowa seria książek przygodowych o przyjaciołach, którzy wyruszają w pełną niebezpieczeństw i zagadek podróż. Wyde, Darell, Lily i Becca, aby ocalić świat, muszą jako pierwsi odnaleźć tytułowe Dziedzictwo i jego dwanaście artefaktów.

Witaj przygodo!

Wakacje sprzyjają czytaniu lekkich, przyjemnych w odbiorze książek, które niekoniecznie muszą skłaniać do myślenia. Niemniej, warto sięgać po powieści mające sens, które wciągają i nie pozwalają się nudzić. Wybierając Zakazany Kamień nie liczyłam na coś specjalnego, na książkę mogącą mnie zaskoczyć do tego stopnia, że nie zapomnę o niej przez długi czas. To młodzieżówka, a jak może wiecie lub też nie, akurat ten gatunek literacki wybieram często i trudno mi dogodzić pod tym względem. Wyobraźcie sobie jednak, że nowość od wydawnictwa Harper Collins, pochłonęłam w kilka godzin. Jest przygoda, akcja, tajemnice, a to lubię przecież najbardziej. 

Wszystko zaczyna się dość niepozornie, ale kolejne wydarzenia nie pozwalają nam się nudzić. Bohaterami książki jest czwórka nastolatków, a prym w całej tej grupie wiedzie Wyde. Chłopak już od dziecka pasjonował się astronomią. Uwielbiał wpatrywać się w niebo nocą, czytać o gwiazdach i odległych planetach. Teraz będzie musiał wykazać się nie tylko swą wiedzą, ale także sprytem, odwagą i rozsądkiem. Bowiem ma przed sobą misję do wykonania, która wcale nie będzie czymś łatwym. Odnalezienie dwunastu artefaktów o wielkiej mocy przysporzy jemu i pozostałym mnóstwo problemów. To tytułowe Dziedzictwo Kopernika, pozwalające zapanować nad światem. Jak się pewnie domyślacie, skarb w niepowołanych rękach może narobić sporo szkód. 

Technicznie

Książka została podzielona na sporą ilość krótkich rozdziałów. Myślę, że z racji tego, iż została przeznaczona dla czytelników w wieku ok. 12 lat, czcionka jest odpowiednich rozmiarów i właśnie same rozdziały nie są zbyt "opasłe". W powieści znalazło się dość dużo dialogów, chociaż pojawiają się również bardzo plastyczne, działające na umysł odbiorcy opisy. Zakazany Kamień otwiera cykl Dziedzictwo Kopernika, który w sumie będzie liczył aż cztery części. To całkiem pokaźna liczba książek jak na taką historię dla młodzieży. Mam jednak nadzieję, że autor utrzyma wysoki poziom i nie braknie mu pomysłu na kontynuację opowieści w dobry, porządny sposób. 

Muszę jeszcze wtrącić kilka słów na temat okładki, która po prostu mnie oczarowała. Jest mega tajemnicza, przykuwająca wzrok, działająca kusząco na czytelnika i to nie tylko w młodym wieku. Na plus działa również rekomendacja niejakiej Angie Sage, która określa twórczość i książki T. Abbott, jako Dana Browna w wersji dla młodzieży. Dla mnie nie trzeba niczego więcej - czuje się przekonana i to na sto procent :)

Podsumowując

 Jeśli wy lub wasze dzieci lubicie opowieści o rozwiązywaniu zagadek i tajemnic, kochacie wartką akcję i poszukujecie wyrazistych bohaterów, to gorąco polecam wam lekturę Zakazanego Kamienia. Mnie przypadła do gustu przemyślana w każdym calu fabuła i oczywiście same osobistości. Myślę, że z takimi bohaterami może się identyfikować każdy nastolatek, a co za tym idzie, powieść odbierze w jeszcze lepszy sposób. Czekam z niecierpliwością na to, co autor pokaże w kolejnych częściach, bo pierwszym tomem podniósł sobie poprzeczkę naprawdę bardzo wysoko. Jak sami doskonale wiecie, stworzyć dobrą młodzieżówkę dziś jest trudno, jednak mam wielką nadzieję na kolejny sukces autora. Póki co zabierzcie się koniecznie za Zakazany Kamień, a zobaczycie, że nie będziecie żałowali ani minutki spędzonej w towarzystwie tej książki.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska

 

niedziela, 16 czerwca 2019

Sherlock. Prawdziwa historia psiego strażaka - Paul Osborne

Okładka książki Sherlock. Prawdziwa historia psiego strażaka 
Autor: Paul Osborne
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 253
Oprawa: miękka ze skrzydełkami 

Opis

 Ochronne buty, merdający ogon i niezwykle czuły nos? To Sherlock, prawdziwy psi strażak, który codziennie ratuje ludzkie życie! Ten niepozorny cocker spaniel to bohater, który wraz ze swoim partnerem, Paulem Osborne’em, przeszukuje pogorzeliska i pomaga potrzebującym.

Poznaj niesamowite przygody psa, który codziennie udowadnia, że nawet tak niepozorne stworzenie jak on ma w sobie ducha wielkiego bohatera! Sherlock ryzykuje często swoje życie, aby pomóc innym i bezbłędnie wskazać przyczyny pożaru.


Jego odwagę nagrodzono specjalnym medalem przyznawanym wyjątkowym zwierzakom.  A samą psinę pokochała rodzina królewska! Dołącz do Sherlocka, Paula i innych bohaterów z Londyńskiej Straży Pożarnej!

Prawdziwy bohater

Po moich zachwytach książkami Był sobie pies i O psie, który wrócił do domu, przyszedł czas na kolejną lekturę dotyczącą czworonożnych przyjaciół. Tym razem sięgnęłam po powieść od wydawnictwa Kobiecego, która przekonała mnie do siebie okładką i opisem. Myślę, że każdy miłośnik psów zwróciłby na nią uwagę. Tutaj głównym bohaterem jest właśnie zwierzak o pasującym do jego charakterze imieniu - Sherlock. Psy są prawdziwymi obrońcami ludzi, którzy wielokrotnie ratowali człowieka od śmierci i innych niebezpieczeństw. Przykładem mogą być bernardyny - psiaki niosące pomoc, znane ze swej ogromnej miłości, jaką darzą swojego właściciela. Oczywiście bernardyn to nie jedyna rasa psów bohaterów! Bowiem niejaki cocker spaniel o imieniu Sherlock też zadziwiał swą postawą. 

Książka Paula Osborne to nie opowieść o zwykłym, domowym psie. To historia czworonoga, funkcjonariusza Londyńskiej Straży Pożarnej. Zadziwieni? Myślę, że tak samo jak i ja. Dzieło ukazuje nam pracę w tej instytucji nie tylko z punktu widzenia samego człowieka, Paula, ale także psa Sherlocka i właśnie to najbardziej mi się w tej książce podobało. Każdy z nich "opowiada" troszkę o sobie, przedstawia swoje spostrzeżenia, obserwacje. Naturalnie najbardziej ciekawe są przemyślenia psiaka, który miał swoje poglądy i całkiem inaczej odbierał i rozumiał pewne sprawy i ludzkie zachowania.  

Technicznie

Książka została podzielona na rozdziały, które są krótkie i czyta się je naprawdę błyskawicznie. Mnie lektura powieści zajęła jeden wieczór i co ważne, spędziłam w jej towarzystwie przemiłe chwile. Uważam i stwierdzam z czystym sumieniem, że opowieść o Sherlocku to prawdziwy bestseller. Przynajmniej dla mnie i w moim odczuciu. Autor posługuje się językiem prostym, zrozumiałym, ale na maksa zaciekawia czytelnika. Ja akurat bardzo lubię takie książki. Tak, jak wspominałam wam na samym początku, po lekturze dwóch powieści o zwierzakach, zapragnęłam więcej pozycji tego typu. Tutaj dostałam coś równie fantastycznego. Narracja o której już wspominałam, prowadzona jest w bardzo ciekawy, podwójny sposób. Jest coś od Sherlocka, no i od Paula.

Podsumowując

Sherlock to przekochany, żywiołowy i bardzo zabawny psiak, który nade wszystko pokochał ludzi i chce im pomagać. Książka przybliża nam pracę straży pożarnej i pokazuje czytelnikowi w jaki sposób psy się odnajdują w takiej funkcji. Bo nie tylko w książce, ale i w świecie realnym, psy pomagają przecież nam, "człowiekom". Wyszukują tropów, ratują z wielu, wielu opresji. Sherlock nie jest więc zmyśloną, fikcyjną postacią literacką i pewnie dlatego tak dobrze czytało mi się tę powieść. Wiedziałam bowiem, że taki psiak faktycznie wykonał tyle wspaniałej, pożytecznej roboty. Bardzo spodobał mi się również dokładny opis służby psa i człowieka. Taka współpraca w głównej mierze musi się opierać na zaufaniu. Bez tego nie ma mowy o sukcesie i poprawnym wykonaniu zadania. 

Sherlock. Prawdziwa historia psiego strażaka to ciepła, mądra i przyjemna w odbiorze książka, którą szczerze mogę wam polecić. Myślę, że będzie idealną lekturą na wakacje, chociaż nie tylko. Mnie ta historia urzekła i to już od pierwszych stron, także moja opinia nie mogła być inna. Gratka dla fanów historii o psiakach, a w szczególności tych, którzy pokochali książki W. Bruce'a Camerona. 

Za egzemplarz dziękuję księgarni TaniaKsiazka.pl


piątek, 14 czerwca 2019

Pocałuj mnie wiosną - Emily March

Okładka książki Pocałuj mnie wiosną 
Autor: Emily March
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 336
Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Opis 

 Caitlin Timberlake zrobiła oszałamiająca karierę w Nowym Jorku. Ekskluzywne narzuty jej projektu znajdowały się w najdroższych nowojorskich apartamentach. Mimo to czuła pustkę, którą postanowiła wypełnić wracając do rodzinnego Eternity Springs. To tam chce realizować skrywane marzenie, ale rozprasza ją przystojny mechanik Josh. Caitlin pragnie Josha. Niestety, ON ma inne plany.

Caitlin nie ma pojęcia o tym, że Josh ma za sobą przeszłość, o której stara się zapomnieć w malowniczym Kolorado. Ich pierwsze spotkanie rozpala jego zmysły i porusza serce, ale już dawno obiecał sobie, że z nikim się nie zwiąże. Kiedy niespodziewanie wpada w tarapaty, może utracić wszystko, na czym mu zależy. Czy miłość i determinacja Caitlin wystarczą, by go uratować?

Czy jedno spotkanie przerodzi się w coś więcej?

Na książki kobiece, romanse i inne podobnie lekkie czytadła zawsze mam ochotę, a już w szczególności wiosną i latem. Wtedy chętnie sięgam po niezobowiązujące, przyjemne w odbiorze książki, które nie są zbyt wymagające i trudne do zrozumienia. Wybierając powieść Emily March liczyłam właśnie na coś takiego. I cóż, Pocałuj mnie wiosną z pewnością mnie nie rozczarowało, ale też w pewnym sensie zaskoczyło. Książka nie jest bowiem płytka i bez jakiegokolwiek głębszego sensu. Widać tutaj porządne dopracowanie każdego szczegółu, chociaż miejscami powieść jest przewidywalna. Jednak nie ma tutaj co ględzić i wymyślać. Babskie czytadła nie mogą być przecież mega wbijające w fotel i takie, które wywołują zawał ;) Jest w tym wszystkim sens i akcja, a to już połowa, jak nie większa część sukcesu.

Historia tutaj przestawiona, jest romantyczna i miejscami mocno cukierkowa. Mam jednak wrażenie, że głównie na samym początku. Uczucie które zrodziło się pomiędzy Caitlin i Joshem, to przysłowiowy grom z jasnego nieba. Potem wszystko rozwija się szybko, a mogłabym stwierdzić nawet, iż zbyt burzliwie. Zabiega i nadskakuje głównie dziewczyna, bo Josh jakoś nie do końca potrafi się w to wszystko wciągnąć. Miłość bywa jednak silniejsza i niestety, na drodze tej pary pojawia się sporo przeszkód. Na szczęście wszystko da się rozwiązać, chociaż nie bez łez i stresu. Mnie osobiście przypadła do gustu postać Josha. To taki prawdziwy chłop, który wie czego chce i wie, co ma w danym momencie robić. Caitlin miejscami zachowywała się jak mała dziewczynka i tej jej naiwności było aż za dużo.

Technicznie

Książka już na wstępie urzeka nas przepiękną, klimatyczną i... typowo babską okładką. Rozdziałów mamy dwadzieścia jeden, plus kartki z pamiętnika. Całość czyta się błyskawicznie, chociaż powieść nie należy do bardzo cieniutkich. Mnie w sumie jej lektura zajęła jedno wolne popołudnie. Narracja prowadzona jest w sposób trzecioosobowy, co mogło okazać się kiepskim posunięciem. Na szczęście mamy okazję poznać dokładnie wszystkich bohaterów, a nie tylko być świadkiem uczucia rodzącego się i rozwijającego pomiędzy Caitlin i Joshem. Nie dodałam jeszcze, że kartki z pamiętnika... tworzył Josh, co też totalnie mnie zaskoczyło, (no bo facet i takie rzeczy), a jednocześnie pozwoliło mi jeszcze lepiej poznać ulubionego bohatera.

Podsumowując

Pocałuj mnie wiosną to według mnie nie typowe romansidło, czy erotyk przesycony gorącymi scenami. To raczej przyjemna komedia romantyczna, którą można czytać i czytać chroniąc się w cieniu przed upalnym słońcem. W książce nie brakuje poruszania spraw trudnych i istotnych. Mamy więc okazję do przemyśleń, więc czasem nie będzie tak różowo i przyjemnie. Bardzo spodobał mi się klimat powieści, który autorka zaserwowała nam na najwyższym poziomie. Cała społeczność malowniczego miasteczka Eternity Springs jest intrygująca, zgrana, tak że chce się ich wszystkich poznać jak najdokładniej. Bo Pocałuj mnie wiosną to opowieść o zwykłych ludziach, takich jak my sami, którzy również mają swoje problemy i zmartwienia, ale też chcą cieszyć się najdrobniejszymi rzeczami. Potrafią to czynić, czego my czasem powinniśmy się nauczyć - przynajmniej ja.

Za egzemplarz dziękuję księgarni TaniaKsiazka.pl

  

Mroczne oblicze superbohatera. Oficjalna powieść Uniwersum Marvela „X-Men: Saga Mrocznej Phoenix” wkrótce w księgarniach

Już 19 czerwca nakładem Wydawnictwa Insignis do księgarń trafi kolejna oficjalna powieść wydawnictwa Marvel Comics. Tym razem będzie to książkowa adaptacja kultowej „Sagi o Mrocznej Phoenix” Chrisa Claremonta i Johna Byrne’a.


Stworzeni przez Stana Lee i Jacka Kirby’ego X-Meni to z pewnością jedna z najbardziej rozpoznawalnych superbohaterskich drużyn wszech czasów. Komiksy, seriale i filmy z charakterystycznym motywem X zgromadziły rzesze oddanych fanów i na zawsze zapisały się w popkulturowych kanonach. Choć historia X-Menów sięga lat 60. XX wieku, przygody grupy mutantów fascynują kolejne pokolenia, wskazując na ich niezaprzeczalnie ponadczasowy charakter. Powstała w latach 70. „Saga o Mrocznej Phoenix” Chrisa Claremonta i Johna Byrne’a uznawana jest za najwybitniejszą powieść graficzną w Uniwersum X-Men. Komiks ten stanowi kanwę najnowszej produkcji ze świata X-Men – 7 czerwca polską premierę miał film fabularny „X-Men: Mroczna Phoenix”.
Zamów książki w przedsprzedaży w najlepszej cenie już dzisiaj!

Powieść „X-Men: Saga Mrocznej Phoenix” to kolejna adaptacja stworzona przez Stuarta Moore’a – współtwórcę imprintu Vertigo, autora i redaktora książek, a także wielokrotnie nagradzanego redaktora komiksowego. Książkowa adaptacja komiksu o narodzinach Mrocznej Phoenix stanowiła dla Moore’a nie lada wyzwanie. Komiksowa „Saga o Mrocznej Phoenix” uznawana jest za jedną z najbardziej udanych prób przedstawienia złożoności charakterów, zarówno członków drużyny X-Men jak i ich przeciwników. Postawieni przed moralnymi dylematami, targani sprzecznymi emocjami, czy wreszcie – jak w przypadku Jean Grey – skonfrontowani z własną mroczną, pełną okrucieństwa stroną osobowości bohaterowie mimo swoich imponujących mocy jawią się czytelnikowi w sposób zdecydowanie bardziej ludzki. W obliczu Siły Phoenix X-Meni muszą odpowiedzieć na pytania: Czy życie jednego z nas jest warte więcej niż cierpienie milionów? Czy ci, których kochamy, zawsze zasługują na przebaczenie? Czy powinniśmy akceptować to, co w nas najgorsze? A jeśli nie, to czy możemy się tego pozbyć?

W „X-Men: Saga Mrocznej Phoenix” spotkacie swoich ulubionych superbohaterów: Jean Grey, Storm, Colossusa, Cyclopsa, Nightcrawlera oraz… Iron Mana, Spider-Mana i Doktora Strange’a. Pełna wartkiej akcji powieść Stuarta Moore’a z pewnością pozostanie z wami jeszcze długo po zakończeniu lektury.

środa, 12 czerwca 2019

Leonardo da Vinci - Walter Isaacson

Autor: Walter Isaacson
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 800
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Opis 

Spod pędzla Leonarda wyszły dwa najsłynniejsze obrazy w historii malarstwa: Ostatnia Wieczerza i Mona Lisa. On sam uważał się jednak nie tylko za malarza, ale też za naukowca i inżyniera. Z pasją graniczącą niekiedy z obsesją prowadził nowatorskie badania nad anatomią człowieka, skamieniałościami, ptakami, maszynami latającymi, botaniką, geologią i sztuką projektowania broni. Niezwykła umiejętność łączenia nauk humanistycznych i przyrodniczych – której symbolem stał się Człowiek witruwiański – uczyniła Leonarda jednym z najbardziej kreatywnych geniuszy w dziejach ludzkości.


Łączenie różnorodnych pasji, tak jak z upodobaniem robił to Leonardo, wciąż pozostaje najlepszym sposobem na rozbudzenie w sobie twórczej inwencji. Życiorys Leonarda – nieślubnego dziecka, homoseksualisty, mańkuta i wegetarianina, mającego problemy z koncentracją i ocierającego się czasem o herezję – to także najlepszy dowód na to, że outsider nie musi stać na straconej pozycji. Jego historia uświadamia nam, jak ważne jest, by nieustannie podsycać głód wiedzy, być gotowym do podawania jej w wątpliwość i mieć odwagę myśleć inaczej.

Prawdziwy człowiek renesansu 

Nie ma chyba osoby, no chyba że jakieś nieliczne "osobniki", która nie znałaby przynajmniej jednego obrazu Leonarda da Vinci. Sama miałam przyjemność i to szczęście, że na żywo widziałam Damę z gronostajem, która po prostu mnie zachwyciła. A któż z nas nie zna Ostatniej wieczerzy? Wszak niniejszy obraz zainspirował nawet pisarzy, a między innymi Dana Browna. Jednak Leonardo da Vinci był twórcą nie tylko tak wspaniałych obrazów. Dzięki świetnie napisanej biografii tego człowieka renesansu, mogłam poznać Leonarda jeszcze lepiej, a nawet niesamowicie się zaskoczyć kilkoma niecodziennymi faktami z jego życia. Bowiem nie był on człowiekiem urodzonym pod szczęśliwą gwiazdą. W życiu wcale nie miał łatwo, a jednak tak wiele osiągnął.

 Walter Isaacson nakreśla postać Leonarda w trudny do określenia sposób. Nie mogę jednoznacznie stwierdzić, czy był on taki, czy taki. Jego osoba była naprawdę złożona i nie sposób scharakteryzować go kilkoma zdaniami.Wiem tylko jedno - Leonardo da Vinci był człowiekiem niesamowitym. Posiadał ogromną wyobraźnię, był ciekawy otaczającego go świata. Interesował się rzeczami, naukami, które wcale nie były ze sobą jakoś związane. Co ważne, Leonardo nie uchodził za wielkiego geniusza, nie odebrał nawet żadnego formalnego wykształcenia. Jednak to nie przeszkodziło mu w tworzeniu takich wspaniałości, jakie dziś możemy oglądać. Niestety spora liczba projektów Leonarda nie doczekała się realizacji. 

Technicznie 

Książka od wydawnictwa Insignis pozytywnie mnie zaskoczyła. Jest pięknie wykonana, a okładka niesamowicie zachęca do lektury. Pozycja liczy ponad osiemset kartek, co na samym początku nieco mnie przerażało. Jednak już po kilku pierwszych stronach wiedziałam, że dzieło będzie interesujące i z pewnością pozostanie w mojej pamięci na długi czas. Autor pomyślał nawet o osi czasu zamieszczonej na wstępie, co znacznie ułatwia orientację. Czasem odchodził od chronologii, więc nieuważny czytelnik mógł się zgubić. Mnie się na szczęście nic takiego nie zdarzyło. Walter Isaacson posługuje się językiem prostym i zrozumiałym. W sposób umiejętny snuje swą opowieść i stara się dokładnie przedstawić nam tytułową postać. Na plus i szczególne uznanie zasługują ilustracje zamieszczone w książce, które budują klimat i pozwalają wczuć się w opowiadaną historię. Szkoda tylko, że niniejsze dzieło nie zostało wypuszczone w twardej oprawie - zdecydowanie lepiej by się je czytało i z pewnością posłużyłoby ono na dłużej. 

Podsumowując

Czekałam na książkę, ale też nieco się jej obawiałam. Na co dzień nie wybieram biografii, nigdy nie byłam ich wielką fanką. Jednak Leonardo da Vinci to tak znana, intrygująca i fascynująca postać, że można by było o nim czytać non stop. Oczywiście sporo informacji na jego temat jest domysłami, ale też mamy bardzo dużo prawdziwych faktów z owego burzliwego, wypełnionego przeróżnymi niespodziankami życia. Mnie osobiście najbardziej fascynują jego maszyny latające, które na obrazkach wyglądają... nieco kosmicznie, a jednocześnie zaskakująco podobnie do tych dobrze nam znanych. Podsumowując, książka Waltera Isaacsona była dla mnie ciekawą lekturą, którą z czystym sumieniem mogę wam polecić.

Za egzemplarz dziękuję agencji AiM Media