czwartek, 16 maja 2019

Zioła. Nowa encyklopedia - Paola Mancini, Barbara Polettini

Ostatnio pogoda nie nastraja nas optymistycznie i lepiej na jakiś czas zrezygnować ze spacerów. Ja chociaż mieszkam na wsi i kontakt z naturą mam jakby ułatwiony, uwielbiam się szwendać po okolicy i obserwować przyrodę. Cieszę się każdą nową roślinką w ogrodzie, każdym drzewkiem wydającym pyszne, pozbawione chemii owoce. Lubię też mieć w pobliżu kępki świeżych, prawdziwych ziół. To nie to, co kupujemy ze sklepowych półek!
Dziś chciałam wam pokazać książkę, która nieco rozjaśniła mi w umyśle, jeśli chodzi o sprawę ziół. Uwierzcie mi, w naszym otoczeniu jest ich tyle, że można dostać zawrotu głowy. Nowa encyklopedia to kompendium wiedzy o tychże roślinkach. Nie mogłam trafić na lepszą pozycję literacką. 


 Książka w głównej mierze składa się z tzw. kart botanicznych. Jest to swego rodzaju wykaz dotyczący 170 roślin popularnych w całej Europie. Część roślinek rośnie dziko, gdzieś na obrzeżach, a część jest faktycznie uprawiana i rozpowszechniona na szeroką skalę. Każdy opis danego "egzemplarza" zawiera jego pełną nazwę w języku polskim, ale także łacińskim. Dalej mamy wyczerpujące informacje na temat wyglądu, gdzie występuje, do jakiej rodziny należy, kiedy przypada zbiór rośliny, właściwości, do czego można ją użyć i w jaki sposób. Są też ciekawostki historyczne i jeśli takie występują - działania niepożądane danego okazu. Na ogromny plus zasługują przepiękne, barwne i wyraziste fotografie roślin.

Ale to jeszcze nie wszystko! Autorzy zaserwowali nam bowiem dodatkowo informację o tym jak zbierać i jak przechowywać zioła. Są nawet przepisy na nalewki, napary, odwary, oleje itp. Naprawdę, jest tego wszystkiego całe mnóstwo i myślę, że temat ziół został wyczerpany w książce w stu procentach. Bardzo lubię takie konkretne, mądrze "skonstruowane" dzieła. Czytelnik nie ma żadnych problemów ze znalezieniem konkretnych informacji. Sama książka wygląda bajecznie! Twarda, tłoczona oprawa robi tutaj niezłą robotę, chociaż nawet te delikatne zdobienia stron budują klimat... starego zeszytu, niczym z szuflady naszych babć. Zioła. Nowa encyklopedia to prawdziwy majstersztyk dla wielbicieli natury, ale i początkujących zielarzy.  


Ja często korzystam z książki... podczas nauki botaniki. Oczywiście będę również po nią sięgała podczas zbierania ziółek. W tym roku przygotuje sobie zapasy. Mam już posadzone kilka gatunków, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. Mając w posiadaniu encyklopedię, przynajmniej będę wiedziała co szukać :) Jeśli i wy jesteście fanami dzieł tego typu, to gorąco polecam wam Zioła od wydawnictwa Jedność. 

                                                                                                        

 Znalezione obrazy dla zapytania zioła nowa encyklopedia

Autor: Paola Mancini, Barbara Polettini
Wydawnictwo: Jedność
Oprawa: twarda
Liczba stron: 384 

 

wtorek, 14 maja 2019

Oko świata - Robert Jordan

Pisałam wam kiedyś jak bardzo lubię czytać opasłe tomiska? Jeśli nie, to czynię to właśnie w tym momencie. Uwielbiam sięgać po książki, które mają ponad tysiąc stron. Wtedy mam możliwość potowarzyszyć bohaterom przez większą ilość czasu, a nie tylko przez kilka godzin. Oczywiście taka sytuacja ma miejsce tylko wtedy, gdy książka faktycznie podoba mi się od samego początku. Jeśli nie, to niestety, ale do tysiąca stron nie dobrnę w żaden sposób. Dlatego Oko świata z taką, a nie inną objętością bardzo mnie zaintrygowało. Naturalnie nie tylko dlatego...


Mat, Perrin i Rand mieszkają w odległej, właściwie znajdującej się gdzieś na końcu świata wiosce o nazwie Pole Emonda. I tak żyli sobie spokojnie, nie przeszkadzali nikomu, zupełnie niezainteresowani otaczającymi ich sprawami. A te nagle przybierają zupełnie inny, mniej przyjemny obrót. Bowiem do wioski przybywa niejaka Moraine. Tajemnicza osobistość jest członkinią zakonu kobiet, władająca Jedyną Mocą. Przynosi smutne wieści, które zmienią życie chłopców, ale nie tylko, ponieważ cała wioska też zostaje zagrożona. Zbliża się Czarny, chcący zapanować nad wszystkimi i nad wszystkim. Potwierdzeniem tych informacji, staje się atak na Pole Emonda krwiożerczych trolloków. Moraine pomaga chłopcom uciec od zagrożenia. Dlaczego? Bo uważa, że jeden z nich może pokonać Czarnego i przywrócić pokój na świecie. 

Oko świata to pierwszy tom cyklu na który składa się wiele części. Niektóre są naprawdę olbrzymie, ale nie o tym teraz mowa. Cykl fantasy stworzony przez Roberta Jordana, został porównany do tolkienowskiego Władcy Pierścieni. Pewnie już wiecie, że ubóstwiam wszystko to, co wyszło spod pióra Tolkiena i z ogromną ciekawością sięgnęłam po dzieło Jordana w nadziei, że znajdę godnego następce mistrza. Cóż, Jordan nie przebije nigdy w życiu Tolkiena, lecz stworzył również coś bardzo udanego, interesującego i oryginalnego. Naturalnie można tutaj zaobserwować pewne inspiracje, lecz nie są one totalnie zerżnięte od mistrza Tolkiena, czy innych twórców fantasy. Tego się obawiałam - że Oko świata może być mało oryginalne. Na szczęście jest inaczej. 

Bardzo spodobał mi się główny bohater, który przypomina nieco tolkienowskiego Froda, ale w niewielkim stopniu. Też musi uratować świat przed złem, walczyć z niebezpieczeństwem. Na szczęście zawsze może liczyć na pomoc przyjaciół, chociaż i oni nie wykonają za niego wszystkiego. Zauważyłam, że w książce Jordana prym wiodą kobiety. Wystarczy spojrzeć na członkinię zakonu - kobieta i to z wielką siłą, władająca do tego Aes Sedai. Miałam wrażenie, że faceci wykreowani przez autora byli zdecydowanie bardziej fajtłapowaci, mało rozgarnięci, niestanowczy, a podjęcie przez nich mądrej, szybkiej decyzji graniczyło z cudem. Cóż, u Jordana tak właśnie jest, a mi taka kombinacja wcale nie przeszkadzała. Ogólnie rzecz ujmując, bohaterowie zostali świetnie nakreśleni i wcale nie są w tej powieści "powpychani" przypadkowo. Każdy ma swoje miejsce i w Oku świata jest po prostu potrzebny. 

Akcja powieści Oko świata jest wartka, trzyma w napięciu aż do ostatniej strony. Bardzo polubiłam ten dreszczyk emocji, który czułam podczas poznawania kolejnych kartek powieści. Tutaj nie ma prawa być nudno. Dzieje się tyle, że człowiek ledwo nadąża, lecz z pewnością nie gubi się w fabule i nie czuje jakichś braków w treści, niedomówień. Oczywiście świat wykreowany przez Roberta Jordana nie jest tak bogaty jak u Tolkiena, ale też przypadł mi do gustu i mogę go zaliczyć jako niezwykle dopracowany, intrygujący i oryginalny. Coś takiego czyta się z największą przyjemnością. Z ochotą sięgnę po kolejne tomy cyklu Koło czasu i mam nadzieję, że będą równie dobre jak Oko świata.   

                                                                                                          

 Znalezione obrazy dla zapytania oko świata robert jordan

Tytuł: Oko świata
Autor: Robert Jordan
Wydawnictwo: ZYSK I S-KA
Oprawa: twarda
Liczba stron: 956 

 

piątek, 10 maja 2019

Dlaczego mamusia przeklina - już jest!

Z niecierpliwością czekałam na pojawienie się kontynuacji książki Gill Sims Dlaczego mamusia pije. Wreszcie jest - pachnąca nowością, intrygująca i pewnie tak samo zwariowana pozycja literacka pt. Dlaczego mamusia przeklina. 
 
Dlaczego mamusia przeklina. Rozterki wkurzonej mamy 

 Książkę możecie kupić z uroczymi dodatkami - kubek, zawieszka na drzwi.
Patronat nad nowością objęli: Chujowa Pani Domu, Lubimyczytać.pl, Radio Kolor, Demotywatory.

Ja już mam swój egzemplarz i z przyjemnością rozpocznę lekturę. I niech nikt nie waży się mi przeszkadzać :)

Syn wiedźmy - Kelly Barnhill

Korzystając z wolnych dni, zdążyłam przeczytać nową książkę od wydawnictwa Literackiego. Dzieło będzie miało swą premierę dopiero 15 maja, ale już dziś muszę was zachęcić do lektury Syna wiedźmy. Jeśli w miarę regularnie zaglądacie na mojego bloga, to doskonale wiecie, że jakiś czas temu recenzowałam Dziewczynkę, która wypiła księżyc tej samej autorki. Powieść bardzo mi się podobała, więc z chęcią zabrałam się za nowość. Gdzieś wyczytałam, że autorka planuje wydać trzy kolejne tytuły, także będzie co czytać. Jednak zanim ten moment nastąpi, skupmy się na tym, co już zostało pięknie wypuszczone na nasz rynek wydawniczy.  


Ned i Tam to bliźniaki które uwielbiają psocić, wymyślać nowe zabawy i być w ciągłym ruchu. Pewnego dnia postanawiają wybudować tratwę. Dzięki swemu nowemu wynalazkowi, chłopcy chcą wyruszyć na spotkanie przygody. Niestety na skutek nierównej walki z żywiołem Tam ginie. Od tej pory ludzie w wiosce będą nazywali Neda tym niewłaściwym. Zrozpaczona matka chłopców, która jest Wiedźmą, wszczepia duszę zmarłego syna w duszę żyjącego Neda. Od tego momentu zaczynają się kolejne problemy naszego bohatera. Ned żyje w samotności, bez bratniej duszy u boku. Wszystko to trwa do momentu, gdy ktoś za wszelką cenę próbuję wykraść magię, którą Ned chroni pod nieobecność matki. Potem rusza lawina niecodziennych wydarzeń, które skutkują tym, że chłopak musi uciekać z rodzinnego domu. Na swojej drodze, Ned spotyka dziewczynę, córkę Króla Zbójców o imieniu Aine. Ta też ma swoje rozterki i kłopoty. Aine ciągle rozmyśla nad przepowiednią matki i powoli dochodzi do wniosku, że Ned jest częścią tego proroctwa. 

Jeśli szukacie niebanalnej, baśniowej, fantastycznej, a jednocześnie mądrej i pouczającej historii, to gorąco polecam wam książkę Syn wiedźmy. Nie spodziewałam się, że niniejsza pozycja powtórzy sukces Dziewczynki. Mówię wam, zatraciłam się na całego w tej historii i co najważniejsze, mam ochotę na więcej. Każda strona nowej powieści Kelly Barnhill była dla mnie totalnym zaskoczeniem, miłą niespodzianką, ale również swego rodzaju odskocznią od codziennych trosk i problemów. Stworzony przez autorkę świat jest obłędnie niesamowity! Obraz magii zaskoczył mnie niesamowicie i jestem przekonana, że sporą grupę czytelników także.

Magia w Synu wiedźmy jawi się nam jako coś niebezpiecznego. Nie jest to magia jaką znamy z większości książek dla dzieciaków i młodzieży. Tutaj umiejętność "czarowania" mogła wprowadzić człowieka w masę kłopotów. Magią trzeba było umieć się posłużyć, mieć ogromną siłę - nie fizyczną, a czysto duchową. Wyobraźcie więc sobie, jak niebezpieczna stała się ta umiejętność w rękach chłopca, który nie potrafił powiedzieć poprawnie jednego zdania. Myślę, że takie podejście do tematów "magicznych" bardzo, ale to bardzo przekonało mnie do Syna wiedźmy. Tutaj nie ma różowej, cukierkowatej fabuły. Jest walka dobra ze złem, obraz prawdziwej przyjaźni, miłości do drugiego człowieka.

Jeśli Dziewczynka, która wypiła księżyc podbiła wasze serca, to nie powinniście się zastanawiać i sięgnąć jak najszybciej po Syna wiedźmy. To gratka dla fanów fantastyki. Ja nie potrafiłam oderwać się od tej historii nawet na minutkę. Obowiązki wzywały, lecz potem w szybkim tempie wracałam do przerwanej lektury. Uwielbiam takie lekkie, przyjemne w odbiorze książki, lecz mające w sobie nutkę magii, sens, wyrazistych bohaterów. Ach... mogłabym rozpływać się w zachwytach nad nowością od wydawnictwa Literackiego, ale nie będę przedłużała i po prostu gorąco zachęcę was do poznania niniejszej pozycji literackiej. Będziecie oczarowani!

                                                                                                        

 Znalezione obrazy dla zapytania syn wiedźmy

Tytuł: Syn wiedźmy
Autor: Kelly Barnhill
Wydawnictwo: Literackie
Oprawa: 376
Liczba stron: 

czwartek, 9 maja 2019

Nadgryzione jabłko. Steve Jobs i ja. Wspomnienia - Chrisann Brennan

Ja i biografie to dwa, zupełnie odrębne przypadki. Zazwyczaj, a właściwie zawsze, omijam książki tego typu, gdyż po prostu takie publikacje strasznie mnie nudzą i nie mogę przez nie przebrnąć do samego końca. No chyba, że dana osobistość jest dla mnie mega ważna, jest moim idolem. Wtedy biografię takiego człowieka łykam bez jakichkolwiek oporów. Tak było w przypadku tej nowości od Kompani Mediowej. Steve Jobs to zdecydowanie warta uwagi postać, którą śledziłam i podziwiałam. Bo tak charyzmatycznych, pracowitych ludzi, powinno być dużo, dużo więcej w dzisiejszych realiach. 


Bohater książki był prawdziwym tytanem pracy, który nie bał się wyzwań i ciągle stawiał sobie nowe cele. Jego ciężka praca się opłaciła, gdyż stał się prawdziwą sławą o której dziś nie da się zapomnieć. Ale czy faktycznie taki był? Czy to, co znamy tylko ze szklanych ekranów, wywiadów, było tylko przykrywką, chęcią ukrycia prawdziwej osobistości? Te sprawy chyba najbardziej mnie interesowały i dlatego sięgnęłam po Nadgryzione jabłko. Zdawałam sobie sprawę, że po przeczytaniu książki, moja sympatia do Jobsa może zniknąć. Cóż, tak się nie stało, lecz po części patrzę teraz na to wszystko nieco inaczej. Bardziej realnie, trzeźwo, bez idealizowania. Bo Steve Jobs z pewnością do ideałów nie należał.

Była żona Jobsa, nakreśla nam inny obraz męża. Śledzi jego życie przez pryzmat swojego, co w tym przypadku naprawdę robi ogromne wrażenie. Czyta się to wszystko z zapałem, ale i niedowierzaniem. Jobs taki był? Naprawdę? On, który wszystko potrafił? Którego wymyślony symbol nadgryzionego jabłka przetrwa pewnie wieki? Tak kochani, Steve Jobs też miał słabsze, gorsze dni. W codziennych relacjach raczej uchodził za trudnego i nieustępliwego. Był typem samotnika, którego rodzina i przyjaciele nie mogli zrozumieć. Nawet swoje dziecko nie traktował tak jak powinien, co bardzo mnie zasmuciło i rozczarowało. Autorka nie koloryzuje więc osoby Jobsa, a przedstawia nam go takiego, jaki był w rzeczywistości. Myślę, że nie nadążał emocjonalnie, że chociaż był geniuszem, nie potrafił trzymać na wodzy swoich emocji.

Po lekturze tej książki, postać Jobsa stała się dla mnie jeszcze ciekawsza, jeszcze bardziej intrygująca. Dziś wiem, że sięgnięcie po Nadgryzione jabłko nie było stratą czasu. Według mnie, to zupełnie inny obraz Steve'a. Myślę, iż wielu odbiorców będzie zadowolonych po lekturze. I nawet jeśli nie czytacie biografii non stop, akurat Nadgryzione jabłko mogę serdecznie polecić każdemu! 

                                                                                                   

 Znalezione obrazy dla zapytania nadgryzione jabłko. steve jobs i ja. wspomnienia

Autor: Chrisann Brennan
Wydawnictwo: Kompania Mediowa
Oprawa: miękka
Liczba stron: 328

poniedziałek, 6 maja 2019

Uniwersum Metro 2035 w Górach Sowich

Nowa powieść Roberta J. Szmidta, a zarazem pierwszy tytuł polskiego autora wydany w ramach serii Uniwersum Metro 2035 – fani międzynarodowej rewolucji zapoczątkowanej przez Dmitrija Glukhovsky’ego mogą już szykować się na 15 maja. Uwaga: Nadchodzi „Riese”!


Zamów „Uniwersum 2035. Riese” w przedsprzedaży w najlepszej cenie!
Empik: http://bit.ly/RieseEmpik
Świat Książki: http://bit.ly/RieseSK

„Riese” otwiera polski rozdział w ambitnym projekcie Uniwersum Metro 2035, gałęzi Uniwersum Metro 2033, do której należą „Otchłań” oraz „Wieża”, wcześniejsze powieści Roberta J. Szmidta, tworzące wraz z najnowszą książką niezwykłą trylogię. Bo „Riese” to też spotkanie ze starymi znajomymi, takimi jak Nauczyciel, ostatni z Pamiętających, którym dane było urodzić się przed wojną i „pamiętać” świat sprzed zagłady, czy Iskra, która usłyszy od niego: „Przed atakiem Riese było dla nas (…) taką samą legendą jak Otchłań dla mieszkańców Wolnych. Zwykłym miejskim mitem obudowanym masą niesprawdzonych pogłosek i sensacyjnych, ocierających się o absurd plotek”. 

Bohaterowie trafiają właśnie tam, do podziemnego kompleksu w Górach Sowich, i szybko okazuje się, że w Riese kryje się znacznie więcej sekretów, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać...

Warto przypomnieć, że seria Uniwersum Metro 2035 – choć ściśle związana z Uniwersum Metro 2033 – to już inna, nowa rzeczywistość. Nie ogranicza jej ani rok 2033 w umiejscowieniu akcji, ani nie zamyka bohaterów w niewielkim fragmencie świata po Apokalipsie. Dmitrij Glukhovsky pisze o swoim projekcie, że o ile Uniwersum Metro 2033 to seria „o życiu na gruzach i osuwaniu się w ciemną otchłań, z której człowiek już nigdy się nie wydostanie”, to „w Uniwersum Metro 2035 każda książka stanie się (…) fragmentem, z których wspólnie ułożymy ogromną mozaikę, epickie płótno opowiadające o ostatniej próbie ludzkości, by uratować się i zmartwychwstać”.

Warto czekać na „Riese”!

środa, 1 maja 2019

Drapieżcy - Daria Orlicz

Tym razem chciałam wam przedstawić marcową premierę od wydawnictwa Harper Collins Polska. Zauważyłam, że mam od nich sporo kryminałów, thrillerów, a książka Drapieżcy jest kolejnym egzemplarzem z tej grupy gatunkowej. Jakimś cudem nie dostrzegłam, że niniejszy tom to trzecia część cyklu Stracone dusze, ale jakoś dałam sobie radę i bez większych problemów odnalazłam się w przedstawionej tutaj historii. Oczywiście na samym początku pewne obawy były, lecz po jakimś czasie odeszły w zapomnienie. Pozostała tylko przyjemność płynąca z możliwości poznania czegoś nowego. Czy faktycznie było warto? Czy pomimo tego, że kryminały to zdecydowanie nie moja bajka, książka Drapieżcy była dla mnie interesującą formą rozrywki? O tym w dalszej części recenzji. Postaram się was nie zanudzić na śmierć. 


W domu pod lasem, zupełnie samotna, mieszka pewna dziewczyna ze znamieniem na twarzy. Reszta uznaje ją za córkę czarownicy, dziwoląga, odmieńca, którego można wyśmiewać i popychać. Pewnej nocy dziewczyna staje się ofiarą trzech drani. Nikt jej nie pomaga, bo nikogo nie interesuje los dziewczyny. Umiera w samotności, a napastnicy są przekonani, że o ich czynie nie dowie się żaden człowiek. I tak zwyrodnialcy żyją sobie w spokoju, nie martwiąc się odkryciem zbrodni. Jednak nadchodzi wreszcie kres ich bezkarności. Pod domem dziewczyny pojawia się znicz w kształcie serca, a więc ktoś odkrył co się stało. Tylko jak i kim jest ten człowiek? Sprawcy całego zamieszania są zdesperowani i nie cofną się przed niczym. Całe miasteczko żyje w strachu przed mordercami. Kto będzie następną ofiarą, czy winni wreszcie poniosą odpowiednią karę? 

Na samym początku muszę was ostrzec... Drapieżcy to kryminał dosłownie naszpikowany opisami brutalności, okrutności. Miejscami miałam spory problem z przebrnięciem przez krwawe momenty, lecz zdawałam sobie sprawę, że kryminał taki musi właśnie być. Nie wyobrażam sobie takiego gatunku literackiego bez podobnych "urozmaiceń" w treści. Kryminał musi mieć odpowiedni klimat, który w tym przypadku został odtworzony w sposób idealny. Książka Drapieżcy wstrząsa i porusza do głębi, a chyba taki był zamysł autorki. Myślę, że aktualna sytuacja na świecie, przyzwyczaiła nas do okropności. Człowiek zetknął się już z różnymi problemami, więc niniejsza pozycja literacka nie powinna nikogo zbytnio szokować. 

Daria Orlicz zafundowała czytelnikowi ostrą jazdę bez trzymanki. Drapieżcy trzymają w napięciu, aż do ostatniej strony. Nie miałam bladego pojęcia, jak zakończy się ta historia, która rusza z kopyta już od pierwszych kartek, od pierwszego spotkania z lekturą. Tytułowi drapieżcy to ludzie bez cienia godności, pragnący sławy, poklasku, pieniędzy i bycia silniejszym. Oni nie cofną się przed niczym i po trupach chcą dojść do celu. Niestety często wygrywają w starciu ze słabszymi, ale i na takich gagatków przyjdzie kolej. Wtedy to oni proszą o wybaczenie! Czy można takich ludzi usprawiedliwiać? Nie sądzę. Daria Orlicz nie boi się poruszać trudnych tematów, które są niestety często spotykane w świecie realnym. Dlatego książka Drapieżcy przypadła mi do gustu i z chęcią sięgnę po kolejne pozycje spod pióra tejże pisarki. 

                                                                                                  

Drapieżcy

Tytuł: Drapieżcy
Autor: Daria Orlicz
Wydawnictwo: Harper Collins Polska
Oprawa: miękka
Liczba stron: 304